Znalazłem pudełko na komodzie w sypialni. Ciemne, eleganckie, ciężkie. Na wieczku widniała nazwa luksusowego salonu z zegarkami. Przez chwilę stałem i patrzyłem, wiedząc, że nie powinienem go otwierać, ale po tylu latach, gdy nasza rocznica ślubu była właściwie kolejnym dniem w kalendarzu, ciekawość zwyciężyła.

W środku leżał męski zegarek. Ciężka stalowa bransoleta, ciemna tarcza, wszystko dopracowane tak, że bałem się dotknąć szkła palcem. Markę kojarzyłem. Jacek, młodszy brat Renaty, tyle razy opowiadał przy stole o szwajcarskich modelach, że nawet ja nauczyłem się je rozpoznawać.
Wiedziałem, że to kosztowało fortunę. Usłyszałem ruch za sobą. Renata podniosła się na łóżku. „Rafał!
”
Odwróciłem się z pudełkiem w rękach. Jej twarz zmieniła się natychmiast. To nie było zaskoczenie kobiety, której mąż za wcześnie znalazł niespodziankę. Przez sekundę wyglądała tak, jakby zobaczyła coś, czego absolutnie nie powinno tam być.
„To dla mnie? ” – zapytałem. Zapadła krótka cisza. Potem się uśmiechnęła.
„Tak, to dla ciebie. ”
I tyle wystarczyło. Ścisnęło mnie w gardle. „Ale po co takie drogie?
”
„Rafał, mamy rocznicę. Przestań wszystko przeliczać. ”
Mówiła łagodnie, bez tego zniecierpliwienia, które słyszałem od niej prawie codziennie. Wzięła pudełko z moich rąk, wyjęła zegarek i podała mi go.
Założyłem go na lewy nadgarstek. Były ciężkie, chłodne. Bransoleta przesunęła się trochę za daleko. „Za luźne trochę.
Trzeba będzie skrócić. Zawiozę je do salonu. ”
„Nie przeszkadza mi. ”
„Rafał, przecież nie będziesz tak nosił.
”
Kiwnąłem głową. Pomyślałem, że zadbała o wszystko. Potem podeszła bliżej i pocałowała mnie w policzek. Krótko, zwyczajnie.
Dla mnie to było więcej niż cały ten cholernie drogi prezent. „Poczekaj. Stań przy oknie. Zrobię ci zdjęcie.
”
„Renata, mam 50 lat. Nie 15. ”
„Oj, przestań. Pokaż rękę.
”
Stanąłem przy oknie, trochę skrępowany. Podniosłem nadgarstek. Zrobiła dwa zdjęcia. Patrzyłem na nią i sam nie wiedziałem, co się ze mną dzieje.
Przez te kilka minut naprawdę poczułem się ważny. Jak mąż, jak ktoś, o kim żona pomyślała wcześniej, dla kogo wybrała prezent, na kim jej jeszcze zależy. Przypomniałem sobie o perfumach schowanych w szafie. Jej zegarek kosztował pewnie kilka razy więcej niż mój prezent, ale pomyślałem, że wieczorem nie będziemy rozmawiać o cenach.
Dam jej perfumy przy kolacji. Zarezerwowałem stolik w restauracji we Wrocławiu. Może pierwszy raz od dawna usiądziemy naprzeciwko siebie bez Bożeny, bez Jacka, bez telefonów leżących między talerzami. Jacek wpadł do nas przed południem, jak zwykle bez zapowiedzi.
Otworzył lodówkę, zajrzał do środka, jakby sprawdzał zawartość własnej spiżarni. „Macie coś do jedzenia? ”
„Dzień dobry też możesz powiedzieć. ”
„Dzień dobry, Rafał.
Macie coś do jedzenia? ”
Wtedy spojrzał na moją rękę i zatrzymał się. Zauważyłem, że przestał smarować chleb. „Co?
”
„Nic. Pokaż. Zegarek. ”
„Renata dała mi na rocznicę.
”
Jacek podniósł brwi. „Renata? ” Przez sekundę miał dziwną minę, jakby chciał coś powiedzieć, ale w ostatniej chwili zmienił zdanie. „No proszę.
Siostra zaszalała. ”
Podszedł bliżej i złapał mnie lekko za nadgarstek. Obrócił moją rękę. „Ile dała?
”
„Nie pytałem. ”
„I dobrze. Jeszcze byś zemdlał. ”
Roześmiał się, ale coś w jego zachowaniu było inne niż zwykle.
Za długo oglądał tarczę. Potem spojrzał na mnie, jakby się nad czymś zastanawiał. „Daj tylko zobaczę, jak wyglądają. Na tobie?
No co ci szkodzi? ”
Zdjąłem zegarek. Jacek założył go na rękę i od razu zaczął obracać nadgarstek. „O, u mnie lepiej siedzi, bo masz grubszą rękę.
Czyli dla mnie byłyby idealne. ”
„Nie rozpędzaj się. ”
„Spokojnie, nie ukradnę ci prezentu ślubnego. ”
Dopił kawę, zerknął na telefon i poderwał się.
„Cholera, muszę lecieć. Mam jedną rzecz do załatwienia. ”
Dopiero kiedy był przy drzwiach, zauważyłem zegarek na jego ręce. „Jacek.
Zegarek. ”
„A dobra, oddam za chwilę. ”
„To zdejmij teraz. ”
„Rafał, jadę dosłownie na godzinę.
Chcę zobaczyć, jak się nosi. Nie panikuj, nic mu nie będzie. ”
I zamknął drzwi. Normalnie pewnie bym się zdenerwował, ale po tylu latach z Jackiem człowiek przyzwyczajał się, że on najpierw bierze, a potem pyta.
Telefon zadzwonił może kwadrans później. „Rafał, wszystko dobrze? ”
„Tak. A co?
”
„Nic. Pytam. ”
Chwilę rozmawialiśmy o byle czym. O tym, o której wróci, czy pamiętam o kolacji, czy odebrałem bukiet.
I wtedy zapytała: „Masz zegarek? ”
„Nie. Jacek przyjechał. Chciał przymierzyć i pojechał w nim coś załatwić.
”
Po drugiej stronie zapadła cisza. „Jak to nie masz? ”
„Jacek przyjechał. Chciał przymierzyć i pojechał w nim coś załatwić.
”
Jej głos zmienił się natychmiast. „Co? Dlaczego mu je dałeś? ”
„Renata, spokojnie.
Zaraz odda. ”
„Ale jak mogłeś mu je dać? ”
To nie było zwykłe zdenerwowanie. Ona naprawdę się przestraszyła.
„Przecież to tylko Jacek. Nie wyjechał z nimi do Hiszpanii. ”
„Rafał, przecież trzeba skrócić bransoletę. Miałam je zawieźć do salonu.
”
To miało sens. Oczywiście, że miało. Tylko jej reakcja nie pasowała do tego wyjaśnienia. „To zadzwonię do niego, niech przywiezie.
”
„Nie, ja zadzwonię. ”
Powiedziała to za szybko. „Dobrze, muszę kończyć. ”
Rozłączyła się.
Wieczorem wróciła później niż zapowiadała. Zegarka nie miała ze sobą. „Jacek oddał? ”
„Tak.
”
„To gdzie jest? ”
„Zajmę się tym jutro. ”
Przypomniałem jej o restauracji. „Mamy stolik na wół do ósmej.
”
Westchnęła. „Rafał, nie mam dziś siły. Przełóżmy to. Naprawdę jestem zmęczona.
”
Nie chciałem zaczynać kłótni właśnie tego wieczoru. Perfumy nadal leżały na dnie szafy. Nie wyjąłem ich. Siedziałem później sam przy stole.
Myślałem nie o odwołanej kolacji. Myślałem o jej głosie, kiedy powiedziałem, że Jacek zabrał zegarek. O tym jednym krótkim „co”. I po raz pierwszy przyszło mi do głowy, że może w tych zegarkach było coś, o czym ja nie wiedziałem.
Następnego ranka Renata zachowywała się tak, jakby nic szczególnego się nie wydarzyło. „A zegarek? ” – zapytałem. „Zawiozę go dzisiaj do salonu.
Trzeba skrócić bransoletę. ”
Powiedziała to tak spokojnie, że prawie poczułem się głupio z tym swoim wczorajszym niepokojem. Po śniadaniu pojechałem do pracy. Około południa dostałem krótką wiadomość: „Zegarek już w salonie.
” Odpisałem „dobrze”. Wieczorem wróciłem do domu wcześniej niż Renata. Położyłem klucze na komodzie i zobaczyłem jej telefon. Leżał obok torebki.
Słyszałem wodę w łazience. Nie ruszałem telefonu. Nigdy nie byłem typem faceta, który grzebie żonie w wiadomościach. Ale ekran sam się podświetlił.
Jedna wiadomość od kogoś zapisanego jako Paweł: „Nie martw się, poczekam. ”
Patrzyłem na ekran może dwie sekundy, zanim zgasł. Paweł. Nie kojarzyłem żadnego Pawła.
Ktoś czekał na dokumenty, na odpowiedź, na spotkanie. Mogło znaczyć wszystko. Wtedy wyszła z łazienki, zobaczyła mnie przy komodzie, a jej wzrok od razu poleciał na telefon. Wzięła go do ręki.
„Dawno wróciłeś? ”
„Przed chwilą. ”
Nie powiedziałem ani słowa. Nie zapytałem, kim jest Paweł.
Jeszcze nie. Ale później zaczęły mi wpadać w oczy rzeczy, których wcześniej chyba po prostu nie chciałem widzieć. Siedziała wieczorem na kanapie i kiedy dostała wiadomość, uśmiechnęła się pod nosem. Wszedłem do salonu, od razu wygasiła ekran.
„Co takiego? ”
„Nic. Bo coś śmiesznego przeczytałam i tyle. ”
Później zadzwonił telefon.
Spojrzała na ekran, wstała i wyszła do korytarza. Słyszałem tylko pojedyncze słowa: „Nie teraz. ” Potem ciszej. Wróciła po chwili.
„Kto dzwonił? ”
„Z pracy. ”
Normalna odpowiedź. Tylko dlaczego wyszła z pokoju?
Następnego dnia sytuacja się powtórzyła. Telefon, korytarz, krótka rozmowa. Wtedy pierwszy raz pomyślałem, że może nie chodzi o pracę. Wieczorem zadzwoniłem do Jacka.
„Mam pytanie. Czemu Renata tak wczoraj zareagowała przez ten zegarek? ”
Po drugiej stronie zrobiło się cicho. „Jak zareagowała?
”
„Nie udawaj, przecież wiesz. Jak jej powiedziałem, że pojechałeś w nim, wpadła w panikę. ”
„Rafał, nie wiem, o co ci chodzi. ”
„Pytam ciebie.
”
„A ja ci mówię, że nie wiem. ”
Zamilkłem. On też. I właśnie ta cisza powiedziała mi więcej niż jego odpowiedź.
„Jacek, coś wiesz? ”
Westchnął. „Serio, nie szukaj problemu tam, gdzie go nie ma. ”
I się rozłączył.
Gdyby naprawdę nic nie wiedział, powiedziałby po prostu „nie wiem”, bez tej ostrożności, bez zmiany tonu, bez uciekania od rozmowy. Minęły dwa dni, a zegarka nadal nie było. Drugiego dnia rano zapytałem, kiedy będą gotowe. „Co?
” – podniosła wzrok znad telefonu. „Zegarek. ”
Westchnęła. „Rafał, jak będzie gotowy, to ci powiem.
”
„Pytam tylko. ”
„A ja ci odpowiadam. ”
Miała ton taki, jakbym od pół godziny wiercił jej dziurę w brzuchu. A przecież zapytałem raz.
Wstała od stołu, zabrała kubek i włożyła go do zmywarki. Rozmowa była skończona. Tego samego dnia wróciła później niż zwykle. Napisała tylko: „Mam jeszcze trochę pracy.
” Wróciła wieczorem, weszła do domu z telefonem w ręku i uśmiechała się do ekranu. „Cześć! ”
Drgnęła. „Cześć.
” Ekran od razu zgasł. „Długo pracowałaś. ”
„Mówiłam ci. ”
Po chwili jej telefon znowu się podświetlił.
Nie próbowałem zaglądać. Naprawdę nie próbowałem. Ale imię zobaczyłem. Paweł.
Renata złapała telefon tak szybko, jakby leżał na nim gorący węgiel. Wtedy coś we mnie pierwszy raz naprawdę drgnęło. Nie dowód. Podejrzenie.
Najgorsze było to, że kiedy już raz człowiek zacznie się zastanawiać, nagle widzi rzeczy, które wcześniej przepuszczał obok siebie. Brała telefon do łazienki. Kiedy szła wyrzucić śmieci, też miała go w kieszeni. Wieczorem pisała z kimś i miała ten lekki uśmiech, którego przy mnie nie widziałem od dawna.
Raz wszedłem do pokoju, a ona od razu przełączyła ekran. „Co tam? ”
„Nic. ”
„Znowu nic?
”
Spojrzała na mnie ostro. „Rafał, ostatnio zachowujesz się dziwnie. ”
Ja dziwnie. Ale nie powiedziałem tego.
Tamtej nocy długo nie mogłem zasnąć. W głowie wracało jedno imię. Paweł. Kim był?
Klientem, kolegą, kimś z dawnych lat? A może dokładnie tym, o czym bałem się pomyśleć. Następnego dnia po pracy pojechałem do Jacka. Nie dzwoniłem wcześniej.
Otworzył drzwi w dresie, wyraźnie zdziwiony. „Rafał, co ty tutaj robisz? ”
„Możemy pogadać? ”
Wpuścił mnie do środka.
Nie chciałem kawy ani żadnych wstępów. Stanąłem w salonie i powiedziałem wprost: „Jacek, Renata kogoś ma? ”
Znieruchomiał. I już samo to wystarczyło, żeby serce zaczęło mi walić.
„Co ty gadasz? ”
„Pytam. Skąd ci to przyszło do głowy? ”
„Nieważne.
Powiedz mi tylko: tak czy nie? ”
Patrzył na mnie długo. Potem odwrócił wzrok. I wtedy właściwie już znałem odpowiedź.
„Nie chcę się w to mieszać. ”
„Już się wmieszałeś. ”
„To nie jest takie proste. ”
„Dla mnie jest.
Moja żona, moje małżeństwo. Jedno pytanie. ”
Milczał. Poczułem, jak robi mi się zimno.
„Czyli mam rację. Nie powiedziałeś tego. Nie musisz. ”
Jacek przeszedł kilka kroków po pokoju.
W końcu zatrzymał się przy oknie. „Jutro około 19:30 pojedź na Partynice. ”
„Po co? ”
„Sam zobaczysz.
”
„Co zobaczę? Jacek, czy ja mam rację? ”
Spojrzał na mnie w końcu. Wyglądał inaczej niż zwykle.
Bez tej pewności siebie, bez żartów. „Nie chcę ci tego mówić za nią. ”
To zdanie wystarczyło. Nie zapytałem już o nic więcej.
Wyszedłem. W samochodzie siedziałem kilka minut z rękami opartymi o kierownicę. Do tej pory miałem tylko podejrzenia. Teraz bałem się tego, co zobaczę następnego wieczoru.
Następnego dnia od rana chodziłem jak struty. Im bliżej było wieczora, tym bardziej miałem ochotę w ogóle tam nie jechać. Człowiek czasem woli mieć podejrzenia niż pewność. Podejrzenie można jeszcze jakoś zagłuszyć.
Pewność już niczego nie zostawia. Po pracy nie wróciłem od razu do domu. Pojechałem w stronę Partynic dużo wcześniej. Jacek podał mi konkretną restaurację przy większym parkingu.
Nie stanąłem przed samym wejściem. Pojechałem kawałek dalej, na boczną część parkingu, między inne samochody. Z miejsca, które wybrałem, widziałem wjazd, fragment chodnika i wejście do restauracji, ale sam nie rzucałem się w oczy. Wyłączyłem silnik i czekałem.
Kilka minut po 19:30 przyjechał mężczyzna. Ciemny samochód, nic szczególnego. Wysiadł, rozejrzał się, ale nie wszedł do środka. Mógł mieć trochę ponad 50 lat.
Dobrze ubrany, spokojny. Spojrzał na telefon, potem znowu na parking. Chodził powoli wzdłuż chodnika. I wtedy zobaczyłem samochód Renaty.
Serce uderzyło mi tak mocno, że poczułem to w gardle. Wjechała na parking i stanęła bliżej restauracji. Przez moment siedziała jeszcze w aucie, potem wysiadła. Mężczyzna od razu się wyprostował.
Nie musiał machać. Nie musiał do niej dzwonić. Po prostu ruszył w jej stronę, a ona prosto do niego. Patrzyłem.
Chyba jeszcze miałem w sobie idiotyczną nadzieję, że podadzą sobie ręce, że wyciągnie jakieś dokumenty, że zobaczę zwykłe służbowe spotkanie. Nic takiego się nie wydarzyło. Renata zatrzymała się przed nim bardzo blisko. Powiedział coś.
Ona uśmiechnęła się. Nie tym uśmiechem, którym człowiek wita klienta. Znałem ten uśmiech. Kiedyś uśmiechała się tak do mnie.
Mężczyzna dotknął jej lekko ramienia. Renata nawet nie drgnęła. Zaczęli iść w stronę restauracji, ale po kilku krokach skręcili wzdłuż chodnika. W pewnym momencie położył dłoń na jej plecach, na wysokości talii.
Nie na sekundę, żeby ją przepuścić. Po prostu dotknął ją swobodnie, jak ktoś, kto robił to już wcześniej. Renata odwróciła głowę w jego stronę, coś powiedziała i wsunęła rękę pod jego ramię. Poczułem, jak robi mi się gorąco.
Siedziałem nieruchomo. Mogłem wysiąść. Mogłem podejść. Mogłem powiedzieć: „Renata, co ty robisz?
” Nie zrobiłem nic. Patrzyłem dalej. Zatrzymali się przy ścieżce. Rozmawiali bardzo blisko siebie.
On nachylił się do niej. Nie pocałowali się. Właściwie nie musieli. To, co widziałem, wystarczyło.
I wtedy przypomniało mi się tamto zdanie z telefonu: „Nie martw się, poczekam. ” Spojrzałem na tego człowieka. Czekał na nią dosłownie. Nagle ta wiadomość przestała być niewinnym zdaniem.
Nie wiedziałem jeszcze, jak się nazywa. Nie wiedziałem, od kiedy to trwa. Nie wiedziałem, czy zegarek miał z tym cokolwiek wspólnego. Ale wiedziałem już jedno.
Renata mnie okłamywała. Uruchomiłem silnik. Nie chciałem widzieć więcej. Nie chciałem czekać, aż się pocałują, żeby móc sobie powiedzieć, że dopiero wtedy mam prawo czuć się zdradzony.
Wyjechałem z parkingu powoli, żeby nie zwrócić na siebie uwagi. W lusterku widziałem jeszcze przez moment Renatę stojącą obok tamtego mężczyzny. Potem zniknęli mi z oczu. Jechałem do domu przez Wrocław i pierwszy raz od wielu lat nie zastanawiałem się, co Renata powie.
Zastanawiałem się tylko, ile razy wcześniej patrzyłem na nią i nie widziałem tego, co miałem dokładnie przed sobą. W domu było cicho. Wszedłem, rzuciłem klucze na komodę i przez kilka sekund stałem w przedpokoju. Wszystko wyglądało tak samo.
A ja miałem wrażenie, że wróciłem do obcego miejsca. Usiadłem w salonie i czekałem. Nie wiem ile czasu minęło. Pół godziny, może więcej.
Telefon leżał na stole, ale ani razu go nie wziąłem. Chciałem tylko zobaczyć, z jaką twarzą wejdzie do domu. Przyjechała późno. Usłyszałem samochód na podjeździe, potem drzwi, kroki.
Weszła do salonu i zatrzymała się, kiedy mnie zobaczyła. „Nie śpisz? ”
„Nie. ”
Zdjęła płaszcz, położyła torebkę na krześle.
„Coś się stało? ”
Patrzyłem na nią przez chwilę. Jeszcze kilka godzin wcześniej widziałem ją z tamtym mężczyzną. Widziałem, jak się do niego uśmiechała, jak szła obok niego, jak pozwalała mu się dotykać.
A teraz stała przede mną i pytała, czy coś się stało. „Byłem dzisiaj na Partynicach. ”
Znieruchomiała. To trwało sekundę.
Potem natychmiast spróbowała wrócić do normalnego tonu. „Na Partynicach? ”
„Tak. ”
„Po co?
”
„Wiesz po co. ”
Zmarszczyła brwi. „Rafał, naprawdę nie wiem, o czym mówisz. ”
„Widziałem cię z nim.
”
Jej twarz zrobiła się blada. Odwróciła wzrok. „Z kim? ”
Prawie się zaśmiałem.
„Naprawdę chcesz teraz w to iść? Kim on jest? ”
Renata podeszła do stołu, ale nie usiadła. „Znajomy.
”
„Znajomy? ”
„Tak. ”
„Jaki znajomy? ”
„Znamy się od jakiegoś czasu.
”
„To widziałem. ”
Spojrzała na mnie ostro. „Co to ma znaczyć? ”
„Znajomy nie dotyka się w ten sposób.
”
Zapadła cisza. Renata skrzyżowała ręce. „Rafał, widziałeś kawałek sytuacji i już sobie dopowiadasz resztę. ”
„Co sobie dopowiadam?
Dopowiadam sobie, że facet, który czeka na moją żonę wieczorem, obejmuje ją w pasie, a ona bierze go pod rękę, nie jest zwykłym znajomym. Widziałem, jak wyglądałaś, kiedy na niego patrzyłaś. Nie tak patrzy się na znajomego. ”
„To nie wygląda tak, jak myślisz.
”
„A jak wygląda? ”
„To skomplikowane. ”
„Nie. To akurat wygląda bardzo prosto.
”
Zacisnęła usta. „Nie rób teraz sceny. ”
To zdanie uderzyło mnie mocniej niż powinno. „Powiedz mi, kim on jest?
”
„Mówiłam. Znajomy. ”
„I tak się spotykacie? ”
„Czasem sami.
”
„Od kiedy? ”
„Rafał, przesadzasz. ”
„Od kiedy? ”
Westchnęła.
„Nie będę z tobą rozmawiać, jeśli będziesz mnie przesłuchiwał. ”
„To nie przesłuchanie. Chcę wiedzieć, czy moja żona ma kogoś. ”
Renata zamknęła oczy na moment.
Potem powiedziała: „Paweł nie ma z tym nic wspólnego. ”
Zamarłem. „Paweł? ”
Otworzyła oczy i od razu zobaczyłem, że zrozumiała, co powiedziała.
„Czyli to Paweł. ”
Milczała. „Ten sam Paweł, który do ciebie pisze? Ten, który napisał: «Nie martw się, poczekam»?
”
Jej twarz zmieniła się jeszcze bardziej. „Czytałeś moje wiadomości? ”
„Nie musiałem. Telefon leżał na komodzie.
”
„To jest chore. ”
„Nie zmieniaj tematu. Od jak dawna? ”
„Rafał, nie róbmy tego teraz.
”
„Od jak dawna? ”
Zacisnęła dłonie. „Kilka miesięcy. ”
Poczułem, jak coś we mnie opada.
Nie pęka. Opada. Jakby przez te kilka słów zniknęło napięcie, które nosiłem od paru dni. „Kilka miesięcy.
”
„Tak. ”
„Spotykacie się? ”
„Tak. ”
„Jesteście razem?
”
„Nie wiem. ”
Zaśmiałem się cicho. „Nie wiesz? ”
„To naprawdę nie jest takie proste.
”
„Dla mnie zaczyna być. ”
Renata spuściła wzrok. I wtedy coś nagle wróciło mi do głowy. Nie Partynice.
Nie Paweł. Nie telefon. Zegarek. Jej panika.
Jacek. Salon. Bransoleta. „A zegarek?
”
Podniosła głowę i po jej twarzy od razu zobaczyłem, że właśnie trafiłem tam, gdzie nie chciała, żebym trafił. „Co zegarek? ”
„Wiesz, o czym mówię. Ten, który podobno dostałem na rocznicę.
”
Odwróciła wzrok. „Przecież mówiłam ci. Był za luźny. ”
„Nie pytam o bransoletę.
Pytam, dlaczego wpadłaś w taką panikę, kiedy Jacek go zabrał? ”
„Nie wpadłam w panikę. Byłam zdenerwowana. ”
„Dlaczego?
”
„Bo to drogi zegarek. Jacek bierze rzeczy bez pytania. ”
„To prawda. Tylko że ty nie byłaś zła na Jacka.
Ty byłaś przerażona tym, że zegarek jest u niego. ”
„Wymyślasz. ”
„Nie. Od tamtego dnia pytam o ten zegarek, a ty za każdym razem reagujesz tak, jakbyś chciała, żebym o nim zapomniał.
”
„Bo mnie męczysz. Własnym prezentem. ”
Nie odpowiedziała. Patrzyłem na nią i nagle poczułem, że odpowiedź już właściwie znam, tylko nie chciałem jej jeszcze wypowiedzieć.
„Nie był dla mnie, prawda? ”
Renata spuściła oczy. Serce zaczęło mi walić szybciej. „Renata?
”
Cisza. „Dla Pawła? ”
Podniosła głowę. Przez kilka sekund patrzyła mi prosto w oczy.
Potem powiedziała bardzo cicho: „Tak. ”
Nie wiem, czego się spodziewałem. Może, że zaboli bardziej. Może, że się wścieknę.
A ja tylko stałem i patrzyłem na nią. „Czyli ten zegarek miał być dla niego. Na co? Na urodziny?
”
Parsknąłem krótkim, pustym śmiechem. „Rafał, poczekaj. ”
Uniosłem rękę. Musiałem to sobie poukładać.
„Czyli kupiłaś mu zegarek. Przyniosłaś go do domu. Chciałaś go schować, ale ja go znalazłem. I zapytałem, czy jest dla mnie.
Pamiętasz? ”
Renata nic nie powiedziała. „Pamiętasz? Powiedziałem: «To dla mnie?
» A ty odpowiedziałaś: «Tak, to dla ciebie. »”
Zacisnęła usta. „Spanikowałam. ”
„Spanikowałaś.
Nie wiedziałaś, co powiedzieć. ”
„Nie mogłam powiedzieć prawdy. ”
„Mogłaś. ”
„Nie mogłam.
”
Usiadłem z powrotem. Nagle przypomniałem sobie wszystko z tamtego poranka. Jak podała mi pudełko, jak kazała przymierzyć, jak poprawiała bransoletę, jak zrobiła mi zdjęcie, jak mnie pocałowała. „A potem chciałaś go ode mnie zabrać.
Ta bransoleta była za luźna, ale to nie dlatego chciałaś go zabrać. Co planowałaś? ”
„Powiedzieć ci, że trzeba go dopasować i potem… nie wiem. ”
„Renata, chciałaś go odzyskać, żeby dać Pawłowi.
”
„Tak. ”
Wtedy przypomniałem sobie Jacka. Jego spojrzenie, kiedy zobaczył zegarek na mojej ręce. To, jak od razu chciał go przymierzyć, jak uparł się, że pojedzie w nim na chwilę.
„Jacek wiedział. ”
Renata skinęła głową. „O Pawle. ”
„Tak.
”
„I dlatego zabrał zegarek. ”
Zacisnęła szczękę. „Tak. Specjalnie.
”
Nagle wszystko zaczęło pasować. Jacek nie zabrał zegarka dlatego, że mu się spodobał. Zabrał go, żeby Renata nie mogła zrobić tego, co planowała. „Chciał cię powstrzymać.
”
„Tak. ”
„I dlatego wtedy tak się wydarłaś przez telefon. ”
„Byłam wściekła, bo popsuł ci plan. ”
Nie odpowiedziała.
Nie musiała. „Co było potem? ”
„Zadzwoniłam do niego. Spotkaliśmy się.
Oddał mi zegarek. ”
„Tobie. A mnie powiedziałaś, że jest w salonie. ”
„Tak.
”
„Czyli przez te wszystkie dni nie był w żadnym salonie. Gdzie jest? ”
„U mnie. ”
To zdanie było niemal śmieszne.
Mój prezent, który nigdy nie był mój, schowany przez moją żonę, bo miał trafić do innego faceta. „Niesamowite. ”
„Rafał, nie. ”
„Jeszcze nic nie mów.
”
Bo wtedy dopiero zaczynało do mnie docierać, że ten zegarek nie był największym kłamstwem. Największym kłamstwem było to, co pozwoliła mi poczuć, kiedy miałem go na ręce. Przez chwilę żadne z nas się nie odzywało. Renata siedziała przy stole.
Ja stałem naprzeciwko niej i miałem wrażenie, że wszystko, co jeszcze kilka dni temu było niejasne, nagle zrobiło się boleśnie proste. „Wiesz, co jest w tym najgorsze? ”
Renata spojrzała na mnie. „Naprawdę chcę, żebyś posłuchała.
Przez kilka godzin byłem szczęśliwy. Naprawdę szczęśliwy. Jak idiota. ”
Renata odwróciła wzrok.
„Myślałem, że sobie o mnie przypomniałaś. Że po tylu latach pomyślałaś: «To jest mój mąż. Chcę mu zrobić coś wyjątkowego. » A ty po prostu spanikowałaś.
Kiedy dałaś mi ten zegarek, mogłaś powiedzieć cokolwiek. Mogłaś wymyślić, że jest dla klienta, dla Jacka, cokolwiek. ”
„Bałam się, że zaczniesz pytać. ”
„Więc uznałaś, że łatwiej będzie zrobić ze mnie męża roku na kilka godzin?
”
„To nie było tak. ”
„Właśnie, że było. Nie planowałaś mnie upokorzyć. Ale to zrobiłaś.
”
Zapadła cisza. „Po co zrobiłaś mi zdjęcie? ”
Spojrzała na mnie zaskoczona. „Co?
”
„Z zegarkiem. Po co? ”
„Nie wiem. Chciałam, żeby to wyglądało normalnie.
”
To zabolało bardziej, niż się spodziewałem. „Czyli nawet to było na pokaz. ”
„Nie na pokaz. ”
„To po co?
”
Nie odpowiedziała. „Ja też miałem dla ciebie prezent. ”
Renata podniosła głowę. „Perfumy.
Te, które kiedyś lubiłaś. Zarezerwowałem stolik. Chciałem ci je dać przy kolacji. Nie mówię tego po to, żebyś miała wyrzuty sumienia.
Chociaż może powinnaś. Chciałem po prostu spędzić z tobą wieczór. Nic wielkiego. Myślałem, że może jeszcze potrafimy.
”
Renata milczała. „A ty w tym samym czasie kombinowałaś, jak zabrać ode mnie prezent dla niego. ”
„Wiem, jak to brzmi. ”
„Nie.
Chyba właśnie nie wiesz. ”
Wstałem. Przeszedłem kilka kroków po salonie. „Gdzie jest teraz ten zegarek?
”
„Mam go. ”
„Dobrze. Chcesz go? ”
Odwróciłem się do niej.
„Nie. Zrób z nim, co chcesz. Oddaj, sprzedaj, daj Pawłowi. Naprawdę mnie to już nie obchodzi.
”
„Nie dam mu go. ”
„To też mnie nie obchodzi. ”
Renata patrzyła na mnie. Jakby pierwszy raz tego wieczoru naprawdę zaczynała rozumieć, że nie zamierzam walczyć o zegarek.
Ani o nią. „Co teraz? ” – zapytała cicho. To było chyba pierwsze szczere pytanie, jakie mi tego dnia zadała.
„Jutro zacznę szukać mieszkania. ”
Jej twarz się zmieniła. „Chcesz się wyprowadzić? ”
„Tak.
”
„Nie podejmuj takich decyzji teraz. ”
„Właśnie teraz pierwszy raz od dawna podejmuję jakąś decyzję sam. ”
„Możemy porozmawiać za kilka dni? ”
„Rozmawiamy teraz.
”
„Możemy coś z tym zrobić? ”
„Z czym? Z Pawłem? Z nami?
”
Zaśmiałem się cicho. Nie szyderczo. Raczej ze zmęczenia. „Renata, ja od lat próbuję coś zrobić z nami.
”
„Nie możesz wszystkiego zrzucać na mnie. ”
„Nie zrzucam. Ja też zawaliłem. Za długo milczałem.
Za długo pozwalałem, żeby każdy w tym domu decydował za mnie. Ty, Bożena, Jacek. Ja tylko przytakiwałem. ”
„Czyli odchodzisz przez niego?
”
„Nie. ”
„To przez co? ”
Pomyślałem chwilę. „Przez nas.
Paweł tylko sprawił, że wreszcie przestałem udawać, że jeszcze jakieś «nas» istnieje. ”
To były słowa, których wcześniej nie planowałem, ale kiedy je powiedziałem, poczułem ulgę. Poszedłem na górę. Otworzyłem szafę.
Na samym dnie pod swetrami leżało pudełko z perfumami. Wyjąłem je. Przez chwilę trzymałem w rękach. Jeszcze kilka dni wcześniej wyobrażałem sobie, jak Renata je otwiera przy kolacji.
Teraz nawet nie chciałem jej ich dawać. Włożyłem pudełko do swojej torby. Nie na złość. Po prostu nie było już dla kogo.
Kiedy zszedłem na dół, Renata nadal siedziała przy stole. Nie powiedziałem nic więcej. Tamtego wieczoru zrozumiałem jedną rzecz. Nie straciłem zegarka.
Nigdy nie był mój. Straciłem tylko złudzenie, że tamtego poranka ktoś naprawdę wybrał mnie. I pierwszy raz od wielu lat nie zamierzałem czekać, aż zrobi to ktoś inny.
Tym razem sam wybrałem siebie.


