Kiedy usłyszałam w słuchawce „Nie dzwoń do mnie więcej! ”, nie sądziłam, że to początek największej walki o moje życie. Zaledwie dwadzieścia minut, może godzinę później, zostałam przypięta do uprzęży i przewieziona boczną trasą do niewielkiego pojazdu terenowego. Obcy mężczyzna przedstawił się jako aspirant Tomasz Kwiecień.

Gdy odzyskałam jasność myśli, zaczęłam układać fakty. Kwiecień twierdził, że mój mąż prowadzi firmę konsultingową, że dobrze zarabia. Miał dostęp do moich rachunków i do wspólnego konta. Im dłużej słuchałam, tym mocniej ściskało mnie w żołądku.
Nie mogłam wrócić do domu. Dostęp do mojej sali mieli wyłącznie lekarz, Kwiecień i Jakub. Kiedy powiedziałam, że chcę wrócić do domu, Kwiecień najpierw zadzwonił do mojej siostry. Wtedy jeszcze nie wiedziałam dlaczego.
Mój dom był wyposażony w system monitoringu, podłączony do prywatnego serwera. Marta podeszła do łóżka i patrzyła na mnie z troską. Nie wiedziałam, że już poszła do prawnika. Moja siostra nie dołączyła do planu później.
Była w nim od początku. Pewnego wieczoru zapytała wprost: „Dlaczego chcesz już występować do sądu? ”. W jej głosie nie było troski.
Była determinacja. Musieliśmy dotrzeć do dokumentów Adama i lekarza ubezpieczeniowego. Mąż potrzebował szybkiej wypłaty z polisy oraz dostępu do majątku. To wszystko było częścią jednego planu.
Następnego dnia Paweł i Marta przyjechali do sądu razem. Był tam również ten sam człowiek, który przeprowadził fałszywe badanie do polisy. Kwiecień od razu zadzwonił do zespołu obserwującego gabinet Werner. Paweł wszedł do pokoju i objął ją od tyłu.
Ona nie cofnęła się. Policjant skinął głową i wyszedł, aby zadzwonić do prokuratora. Wtedy na moje zapasowe konto e-mail przyszła wiadomość: „Nie możemy czekać do soboty”. Do wiadomości dołączono lokalizację.
Nie wysłała jej Marta do mnie. Wysłała ją do wspólnika, którego nazwiska nie znałam, ale należała do firmy detektywistycznej Pawła. Kwiecień przyłożył słuchawkę do ucha i podszedł do mojego męża. Adam przycisnął teczkę do piersi i powiedział: „Te dokumenty należą do mojego klienta, dlatego zostaną zabezpieczone”.
Paweł krzyknął do gości. Nasza matka odwróciła się do Marty. Mój ojciec stworzył zapasowy system monitoringu w domu. Mój mąż odwrócił się do niej.
Goście zaczęli wstawać i kierować się do wyjścia. Boczne drzwi prowadzące do zakrystii były otwarte. Marta nie straciła dostępu do danych. Miała dostęp do kamer, alarmu oraz historii wejść.
W rzeczywistości odkryłam przelew 600 000 zł z naszego wspólnego konta. Trafiły do spółki kontrolowanej przez Martę. Podczas wyprawy w góry sama podeszła do krawędzi. Wstała, ruszyła do biblioteki.
Kwiecień przyłożył palec do słuchawki. Technicy przejęli system nagłośnienia domu i odtworzyli mój głos przez głośniki. Powiedziałam do kamery, że nie weszłam jeszcze do środka. Marta rzuciła się do telefonu.
Film obejrzało 200 000 osób w ciągu godziny. W domu czekał odręczny list skierowany do nas obojga. Myślałam, że doszło do wypadku. Dom nadal należał do mnie.
Nie podeszłam do samej krawędzi. Ale oni nie wiedzieli, że ich rozmowę nagrywa zapasowy system. Chcieli wykorzystać ceremonię do zalegalizowania przejęcia majątku i przedstawienia Nowego Testamentu. A potem wejść do własnego domu i pokazać.
Zadzwonił do ubezpieczyciela. Kwiecień pokazał mi kopię dowodu osobistego dołączoną do akt. Była do mnie podobna. Miała klucze do mieszkania i znała kod do szuflady z dokumentami.
Paweł podszedł do okna i powiedział: „A później, później zadzwoniłem do ciebie”. 50 000 zł za podpisanie oświadczenia, że nie było możliwości zatrzymania się na półce skalnej. Część środków przelał do spółki zarejestrowanej na Cyprze. W jednym miesiącu otrzymała 900 000 zł.
Dałam mu 600 000. Moja siostra uważała, że moje życie powinno należeć do niej. Jeżeli żyję, Paweł pójdzie do więzienia. Ma fałszywe dokumenty i dostęp do pieniędzy na Cyprze.
Ale nie wiedzą, że wszystko nagrałam. Podróż do Chorwacji, wyznania przy kamerze, plany, które snuli przy otwartych oknach. Jeszcze nie weszłam do środka.
Ale gdy tylko przekroczę próg, pokażę im wszystkim, kim naprawdę są.


