Listopadowy wieczór od rana był ciężki. Mokry śnieg z deszczem kleił się do chodników, a tramwaje na Puławskiej stały jeden za drugim. Natalia wróciła do mieszkania wcześniej niż zwykle – w biurze wysiadł system i kierowniczka puściła wszystkich do domu. Jeszcze przed siedemnastą zamknęła za sobą drzwi na Ursynowie, westchnęła z ulgą.

Mieszkanie było małe – dwa pokoje w bloku z wielkiej płyty, wynajmowane z Damianem od prawie roku. W przedpokoju pachniało jego wodą po goleniu i kawą, którą rano zostawił w pośpiechu. Od razu zrobiło jej się cieplej na sercu. Potem usłyszała głos Teresy, mamy Damiana.
„Natalka, jesteś już w domu? ” – Teresa weszła do kuchni bez pukania, stawiając na stole pudełko z sernikiem. „Ja już nie mam do tego cierpliwości. Człowiek tylko chciał spokojnie pojechać do sklepu.
”
Natalia próbowała włączyć komputer, ale karta pamięci z nagraniami z samochodu zachowywała się dziwnie. Pliki były, ale system pokazywał, jakby pamięć była pełna mimo usunięcia nagrań. Teresa mówiła o korkach, o rondzie, o wycieraczkach rozmazujących deszcz. „No ale młodzi teraz wszyscy tacy.
”
Te słowa wracały do Natalii ciągle. Kroiła pomidory do kanapek, gdy Teresa znowu weszła do kuchni jak do siebie. „Och, dziecko, wy znowu nic porządnego nie macie do jedzenia? ” – powiedziała z uśmiechem niby ciepłym, niby serdecznym, ale fałszywym do bólu.
Damian opowiadał o hotelu w Gdańsku, o wiecznie spóźnionym pociągu i facecie, który przez trzy godziny gadał o częściach do ciągników. „Tylko proszę cię, obejrzyj do końca” – powiedział do Natalii, podając jej kartę z nagraniem. I chyba pierwszy raz dotarło do nich obojga, że ślub może wcale nie być taki pewny, jak jeszcze tydzień wcześniej im się wydawało. Wieczorem Teresa zadzwoniła do Damiana.
Potem weszła energicznie do mieszkania z pojemnikiem rosołu, postawiła garnek w kuchni i odwróciła się do syna. „Mogłabyś tam być moja karta do przychodni i klucze” – powiedziała do Natalii. „Mógłbyś podrzucić, bo mam tam klucze i kartę do przychodni. ”
Teresa promieniała, nachylała się do Patrycji, poprawiała serwetki, coś opowiadała z przejęciem.
Damian wszedł do środka. Uścisk matki, szeroki uśmiech Patrycji, gest Teresy zapraszający do stolika. Chłodne powietrze wpadło do środka razem z hałasem miasta. „A Natalia nawet jak przychodzi na rodzinny obiad, to wygląda jakby przyszła do sklepu po bułki.
Nawet firanki do mieszkania próbowałaś nam wybierać. ”
No właśnie to było najgorsze. „Tak mówisz do własnej matki? ” – powiedział Damian, odwracając się do Natalii.
Pierwszy raz od wielu dni spojrzał spokojnie, ale w tym spokoju było coś, co zamroziło powietrze w pokoju. Życie powoli wracało do normalności. Może nie do końca takiej jak wcześniej, ale spokojniejszej. Teresa nie dzwoniła po kilka razy dziennie do Damiana.
Czasami wieczorem zamyślał się nagle podczas oglądania telewizji albo milkł w połowie rozmowy, ale nigdy więcej nie wrócili do tamtej kłótni. W soboty jeździli razem do centrum oglądać obrączki. Kłócili się w Ikei o kolor półek do salonu. W mieszkaniu pachniało lakierem do włosów i świeżo prasowaną koszulą Damiana.
Potem powoli podszedł do matki. „Dziękuję, że byliście do końca. Do zobaczenia w kolejnej historii.
”


