Jakub odwrócił się do niej gwałtownie, a jego głos przeciął ciszę szpitalnej sali jak nóż. Powiedział, że nikt nie ma z nią rozmawiać do przyjazdu policji, po czym wstał i podszedł do niej, jakby chciał ją odgrodzić od całego świata. Siedziałam tam i słuchałam, czując, jak każdy jego ruch nabiera nowego znaczenia. Wiedziałam, że nie wpuszczałam jej do domu, gdy byłam sama, ale nigdy nie sądziłam, że ta ostrożność była aż tak uzasadniona.

Kiedy Kamil wszedł do sali pół godziny później, Jakub zadał mu pytanie wprost – czy wtedy doszło do kontaktu fizycznego? Kamil patrzył na nas, a ja przypomniałam sobie, że na pierwszym zdjęciu stałam bokiem do stołu, trzymając talerzyk. To był detal, który wtedy wydawał się nic nie znaczyć. Dwadzieścia minut przed atakiem Patrycja wyszła z salonu i nikt nie potrafił powiedzieć, dlaczego właśnie wtedy.
Śledztwo zaczęło się komplikować, gdy wyszło na jaw, że numer zarejestrowany na kartę przedpłacona należał do kogoś z naszego otoczenia. Trzy dni temu Patrycja otrzymała przelew w wysokości dwudziestu pięciu tysięcy złotych. Jakub wycedził przez zęby, że Patrycja nie potrafi przygotować prostego zestawienia kosztów, a jednak ktoś zapłacił jej taką sumę za analizę rynku. Kiedy policjant zapytał, czy numer kończący się cyframi 794 należy do niego, w sali zapadła cisza, którą można było kroić nożem.
Z twojej firmy wyszły pieniądze do sprawczyni – padło oskarżenie, a ja zobaczyłam, jak Jakub blednie. Dlaczego próbowałeś przekonać nas do ugody? – zapytał ktoś, a on odwrócił się do mnie, jakby szukał ratunku. Wcześniej było mi do śmiechu, ale teraz nie było mi do śmiechu wcale.
O drugiej w nocy do sali weszła pielęgniarka z nowym zestawem leków. Preparat miał zostać podany dożylnie o 2:15, zgodnie z zaleceniem w systemie. System pokazywał autoryzację kartą lekarza, ale lekarz, którego nazwisko widniało na zleceniu, twierdził, że o niczym nie wie. Policja pojechała do mieszkania, a my zostaliśmy z pytaniem, kto ma dostęp do szpitalnych systemów.
Kamil zaczął mówić o Jakubie, że zabrał mu życie, które powinno należeć do niego. Patrycja przyznała, że wzięła trzydzieści pięć tysięcy, że przychodziła do naszego domu i udawała przyjaciółkę. Następnego ranka Teresa, teściowa Jakuba, weszła do sali, trzymając torebkę obiema rękami. Wyciągnęła z niej rzecz, która należała do Patrycji, ale zanim zdążyła cokolwiek wyjaśnić, w archiwum znaleziono aplikację do nagrywania dźwięku i kilkadziesiąt plików.
Kamil zaprzeczył, że wszedł do szpitala, ale do wiadomości dołączono kopię zlecenia z systemu szpitalnego. Aspirantka Lewandowska weszła do sali z nowym wydrukiem i powiedziała, że według zabezpieczonej korespondencji Kamil zapłacił po pięćdziesiąt tysięcy złotych dwóm pacjentom. Ostatnie połączenie z jego telefonu wykonano do numeru należącego do Kamila Nawrowskiego – mężczyzny, który odmówił przyjęcia pięćdziesięciu tysięcy za złożenie fałszywej skargi. Łukasz Sadowski, informatyk odpowiedzialny za system kliniki, pojawił się z komputerem i pokazał, że dostęp do danych odbywał się przez konto administracyjne należące do mnie.
Ktoś chciał mnie wrobić, a jednocześnie – jak powiedział policjant – pięćdziesiąt tysięcy złotych może uratować czyjąś córkę przed utratą mieszkania. Ewa nie przyszła tego dnia do pracy, a w jej samochodzie znaleziono czterdzieści tysięcy euro, fałszywy dokument tożsamości i klucz do nieruchomości należącej do Meddata Solutions. Zabrano jej telefon i próbowano zmusić do nagrania oświadczenia. Karetka przewiozła ją do szpitala, a my odkryliśmy, że urządzenie należało do Pawła Nawrockiego – brata Kamila.
Miała trafić do szpitala, a ktoś wiedział, że Ewa ma doprowadzić do utraty kontraktów. Oficjalny fotograf należał do firmy wybranej przez Teresę, a prywatne ubezpieczenie Jakuba na wypadek niezdolności do pracy nagle stało się kluczowym elementem układanki. Wpuściłem go do naszego życia – powiedział Jakub. Pozwalałem Patrycji wracać do rodziny po każdym kłamstwie.
Aspirantka Lewandowska weszła do sali z kolejną wiadomością: próbowano użyć mojego pobytu do zniszczenia twojej kariery. Profesor Żurawski zwrócił się do mojego męża i pokazał logowania telefonu do szpitalnej sieci bezprzewodowej. Natalia, prawniczka kliniki, podłączyła komputer do głównego ekranu, a na nim pojawiły się dane firmy należącej do Pawła Nawrockiego. Trzysta tysięcy złotych miało trafić na rachunek fundacji prowadzonej przez jego żonę po odsunięciu Jakuba.
Pierwszą ratę, sto tysięcy, przelano już dwa tygodnie wcześniej ze spółki powiązanej z Meddata Solutions. Kamil pochylił się do mikrofonu i powiedział, że to on zaprosił tych ludzi do systemu. Nieuprawniony dostęp do danych medycznych, fałszowanie dokumentacji, nakłanianie do napaści, narażenie pacjentów – wyliczał, a ja patrzyłam na niego i myślałam, że przez lata uśmiechał się do nas przy rodzinnym stole, podczas gdy zbierał informacje potrzebne do zniszczenia wszystkiego, co stworzył jego najlepszy przyjaciel.


