Nazywam się Cynthia Morgan. Mam 68 lat i spędziłam ostatnie trzy lata, opiekując się mężem podczas jego ciężkiej choroby, w ciasnym domu z dwoma piętrami, który skrywał zbyt wiele bolesnych wspomnień. David, mój mąż, zmarł na początku sierpnia. Mimo żałoby, to on jako pierwszy zasugerował, żebym została w tym domu, wśród sąsiadów i wspomnień, które znałam.

Po jego pogrzebie wracałam do codzienności, gdy nagle zadzwoniła Sarah, córka Davida z pierwszego małżeństwa. Chciała, żebym wprowadziła się do niej, „cofnęła trochę”, mówiąc, że to dla mojego dobra. Uprzejmie odmówiłam, ale ona nie odpuściła. Kilka dni później zadzwoniła z nową propozycją: oni z mężem i dwójką dzieci wprowadzą się do mnie, żebym nie była sama.
Mieli już nawet rozpisany plan, kto zajmie który pokój.


