Tomasz Oświeciński – mroczna historia gangstera, który został aktorem!

— Albo płacicie… albo wchodzicie do nas.

Tomasz Oświeciński spojrzał na ludzi stojących wokół niego.

Nie byli w klubie. Nie siedzieli przy stoliku z drinkami. Nie było muzyki, świateł ani przypadkowych świadków.

Był las.

Obok niego stał jego przyjaciel Maja, a wokół kilkunastu ludzi związanych z jedną z najgroźniejszych grup przestępczych Białegostoku.

Kilka chwil wcześniej Tomasz miał zostać pobity. W ruch poszła nawet kolba pistoletu.

Teraz dostał wybór, który w rzeczywistości żadnym wyborem nie był.

Haracz albo gang.

Oświeciński wybrał drugą możliwość.

Fetched image 2

Wiele lat później miliony Polaków zobaczą tę samą potężną sylwetkę na ekranie. Tomasz zostanie aktorem, zawodnikiem MMA, pojawi się w telewizji i zagra „Stracha” w filmie „Pitbull. Nowe porządki”.

Ale zanim zaczął grać gangsterów…

sam obracał się w świecie, który wyglądał jak scenariusz brutalnego filmu.

I wszystko zaczęło się daleko od kamer.


Tomasz Oświeciński urodził się 6 stycznia 1973 roku w Białymstoku.

Dorastał na osiedlu Słoneczny Stok.

Bloki. Szkoła. Podwórko.

I sport.

Początkowo fascynował go boks, ale rodzice obawiali się o syna i Tomasz z niego zrezygnował.

Wtedy pojawiło się judo.

Mata szybko stała się jego drugim domem.

Trening.

Pot.

Upadek.

Wstań.

Jeszcze raz.

Chłopak zaczął odnosić sukcesy. W 1986 roku został wicemistrzem Polski młodzików w judo.

Rok później, mając zaledwie czternaście lat, zdobył mistrzostwo Polski.

Przyszłość wydawała się oczywista.

Sport.

Może wielka kariera.

Może medale.

Jednocześnie uczył się w szkole zawodowej w Białymstoku, zdobywając zawód mechanika.

Ale kiedy Polska wchodziła w burzliwe lata dziewięćdziesiąte, świat wokół niego zaczął się gwałtownie zmieniać.

A wraz z nim zmieniał się Tomasz.

Kontuzja miała przekreślić jego poważniejsze sportowe aspiracje.

Z maty coraz częściej przenosił się na siłownię.

Były to czasy, kiedy kultura kulturystyki zaczynała zdobywać ogromną popularność. Arnold Schwarzenegger był dla tysięcy młodych mężczyzn symbolem siły.

Tomasz również budował imponującą sylwetkę.

I prawdopodobnie właśnie w środowisku siłowni zbliżył się do Mariusza S., pseudonim „Maja”.

Możliwe, że znali się już wcześniej.

Jedno było pewne.

Ich przyjaźń stawała się coraz silniejsza.

Podobnie jak oni sami.


W 1992 roku Oświeciński trafił do wojska.

Dwa lata później został przeniesiony do rezerwy.

Miał dwadzieścia jeden lat i chciał zarabiać prawdziwe pieniądze.

Polska początku lat dziewięćdziesiątych dawała ludziom możliwości, których wcześniej nie mieli.

Granice się otwierały.

Handel eksplodował.

Towar przywieziony tanio ze Wschodu można było sprzedać w kraju z dużym zyskiem.

Tomasz zaczął jeździć do Rosji.

Kupował między innymi dżinsy, koszule i aparaty fotograficzne.

Wracał do Polski.

Sprzedawał.

Zarabiał.

Potem miał wejść również w nielegalny handel papierosami.

Pieniądze zaczęły rosnąć.

A wraz z nimi apetyt.

Około 1995 roku Oświeciński posiadał udziały w białostockim klubie Manhattan. Według jego własnych późniejszych wypowiedzi miał około dwudziestu procent udziałów, podobnie jak Maja.

Lokal miał dwa oblicza.

Na dole działała dyskoteka.

Na górze — agencja towarzyska.

Tomasz stawał się coraz bardziej rozpoznawalny w Białymstoku.

Tyle że w tym samym czasie miasto miało już innych ludzi, którzy uważali je za swoje terytorium.


W Białymstoku rozwijała się grupa przestępcza kierowana przez Sławomira M., pseudonim „Mycha”.

W połowie lat dziewięćdziesiątych miała należeć do najgroźniejszych struktur przestępczych w regionie.

Mówiło się o kontaktach z innymi grupami, między innymi ze środowiskiem wołomińskim.

Na ulicy obowiązywały proste zasady.

Jeśli prowadziłeś dochodowy interes na cudzym terenie, ktoś prędzej czy później przychodził po swoją część.

W marcu 1998 roku Tomasz razem z Mają otworzył kolejny lokal przy ulicy Raginisa.

Fetched image 3

Nie trzeba było długo czekać.

Oświeciński miał zostać poinformowany, że powinien płacić ludziom Mychy.

Haracz.

Cena za spokój.

Tomasz odmówił.

Według relacji usłyszał wtedy krótkie:

— No to zobaczymy.

Człowiek Mychy pojawił się po pieniądze.

Oświeciński ponownie odmówił.

Doszło do bójki.

Tomasz wyszedł z niej zwycięsko.

Dla młodego, potężnie zbudowanego byłego judoki mogło to wyglądać jak sukces.

W rzeczywistości właśnie otworzył drzwi do świata, w którym wygrana bójka nie kończyła konfliktu.

Ona dopiero go rozpoczynała.


O tym, że Oświeciński potrafił się bić, w Białymstoku miało wiedzieć już wiele osób.

Jednym z najbardziej znanych epizodów była jego bójka pod dyskoteką Premiera z mężczyzną nazywanym Alexem, związanym z otoczeniem Mychy.

Według wersji przedstawianej przez Oświecińskiego to przeciwnik został dotkliwie pobity.

Po latach Alex opowiadał jednak zupełnie inną historię i twierdził, że to on wygrał starcie.

Te dwie wersje nigdy się nie spotkały.

Ale dla ludzi Mychy ważniejsze było coś innego.

Thomson nie chciał się podporządkować.

Dlatego po pobiciu jednego z członków grupy sprawa wróciła.

Tym razem nie przysłano jednego człowieka.

Przyjechała delegacja.

Tomasz i Maja zostali zabrani do lasu.

Wokół nich stało kilkunastu ludzi.

To tam miała paść propozycja:

Płacicie.

Albo dołączacie.

Po wcześniejszym pobiciu, podczas którego Oświeciński miał zostać uderzony między innymi kolbą pistoletu, stało się jasne, że dalsza odmowa może mieć znacznie poważniejsze konsekwencje.

Tomasz wszedł w struktury grupy.

Potężna postura i doświadczenie w walce czyniły z niego człowieka przydatnego podczas gangsterskich porachunków.

Sportowiec ze Słonecznego Stoku znalazł się po drugiej stronie granicy.


Jeszcze w tym samym roku zamknął lokal przy Raginisa i uruchomił nowy — Klub 96.

Nie istnieje wiele publicznie znanych szczegółów dotyczących jego codziennej działalności w grupie Mychy.

Sam później opowiadał jednak śledczym o swoim wejściu w to środowisko, haraczach oraz osobach, które miały tworzyć przestępczą strukturę.

Jego gangsterski okres nie trwał długo.

Pod koniec 1998 roku doszło jeszcze do poważnego wypadku samochodowego.

Według opowieści krążących w półświatku Oświeciński jechał samochodem razem z kompanami. Kierowca miał stracić kontrolę nad pojazdem, a Tomasz wypaść przez przednią szybę.

Przeżył.

Ale znacznie większe uderzenie miało dopiero nadejść.

Nie na drodze.

Ze strony człowieka, który zaczął mówić policji.


Pod koniec 1999 roku Dariusz J., pseudonim „Żaba”, rozpoczął współpracę ze śledczymi.

Był świadkiem koronnym.

I zaczął opowiadać.

Nazwiska.

Przestępstwa.

Powiązania.

Struktury.

W jego zeznaniach pojawił się również Thomson.

Oświeciński został zatrzymany.

Jeszcze niedawno prowadził lokale, trenował, miał pieniądze i pozycję.

Teraz siedział naprzeciw śledczych.

Mógł milczeć.

Mógł również zrobić coś, czego przestępczy półświatek nie wybacza łatwo.

Zaczął współpracować.

Opowiedział śledczym o swoim kryminalnym życiu.

O tym, jak znalazł się w otoczeniu Mychy.

Kto pobierał od niego haracz.

Kto mógł należeć do grupy.

I jak funkcjonowało środowisko, w którym jeszcze niedawno sam się obracał.

Dla ludzi ulicy oznaczało to złamanie jednej z najważniejszych niepisanych zasad.

Dla policji — informacje mogące pomóc w rozbijaniu przestępczej struktury.

Jako pierwsi opisujemy mroczną przeszłość Tomasza Oświecińskiego. To  materiał na film. Kryminalny | naTemat.pl

Oświeciński skorzystał z mechanizmu nadzwyczajnego złagodzenia kary, potocznie kojarzonego z tzw. małym świadkiem koronnym.

Sąd w Białymstoku skazał go na dwa lata więzienia, uwzględniając jego współpracę.

Drzwi celi zamknęły się za Thomsonem.

I właśnie wtedy mogło się wydawać, że historia tego człowieka jest już napisana.

Były sportowiec.

Handlarz.

Człowiek półświatka.

Więzień.

Koniec.

Tyle że dla Tomasza Oświecińskiego był to dopiero pierwszy akt.


Po odbyciu kary wyszedł na wolność.

Krążyły pogłoski, że wyjechał za granicę.

Ostatecznie jednak opuścił Białystok i rozpoczął nowe życie w Warszawie.

Zaczął od tego, co znał.

Siła.

Kluby.

Ochrona.

Pracował jako ochroniarz, a po kilku latach został szefem ochrony jednego z warszawskich lokali.

Jednocześnie coraz bardziej oddalał się od dawnego świata.

Zaczął budować legalną karierę.

Pracował jako trener fitness i trener personalny.

Znów wróciła siłownia.

Miejsce, które kiedyś pomogło mu wejść w świat potężnych mężczyzn i ulicznych znajomości, teraz miało pomóc mu z niego wyjść.

Potem wydarzyło się coś, czego prawdopodobnie nie planował nawet w najbardziej optymistycznych scenariuszach.

Pojawiła się telewizja.

Oświeciński dostał niewielką rolę gangstera.

Na ekranie nie musiał udawać postury.

Nie musiał uczyć się sposobu poruszania ludzi, których grał.

Ten świat znał.

I ktoś to zauważył.

Patryk Vega.

Reżyser obsadził go w roli Marcina „Stracha” Opałki w filmie „Pitbull. Nowe porządki”.

Potężny, brutalny gangster związany z mokotowskim półświatkiem.

Rola okazała się przełomowa.

Nagle człowiek, który kiedyś naprawdę obracał się w przestępczym środowisku, zaczął robić karierę dzięki graniu takich ludzi przed kamerą.

Los zatoczył niemal absurdalne koło.


Później przyszły kolejne produkcje.

Telewizja.

Teatr.

Programy rozrywkowe.

Oświeciński wszedł również do świata MMA.

W KSW zmierzył się między innymi z Pawłem „Popkiem” Mikołajuwem.

Z jednego świata przechodził do następnego.

Judo.

Siłownia.

Ulica.

Więzienie.

Ochrona.

Kino.

MMA.

Ale przeszłość nie zniknęła.

Kiedy jego popularność rosła, internet zaczął przypominać wydarzenia z Białegostoku.

Pojawiły się kontrowersje dotyczące tego, jak dokładnie wyglądało jego życie w latach dziewięćdziesiątych.

Andrzej „Żurom” Żuromski publicznie podnosił wątpliwości dotyczące niektórych historii Oświecińskiego.

Odnaleziono ludzi pamiętających dawne wydarzenia.

Wśród nich był Alex.

Ten sam człowiek, z którym Tomasz miał bić się przed laty.

I jego wersja była zupełnie inna.

Według niego Oświeciński nie był niezwyciężonym ulicznym wojownikiem, jak mogły sugerować niektóre opowieści.

Spór o to, kto naprawdę wygrał tamtą bójkę, stał się tylko jednym z elementów większej dyskusji.

Bo najwięcej emocji wzbudzało coś innego.

Zeznania Thomsona.


W środowisku przestępczym współpraca z organami ścigania jest traktowana jak zdrada.

Ludzie żyjący według ulicznych zasad mogą powiedzieć:

„Sprzedał kolegów”.

Ale z perspektywy zwykłego obywatela obraz wygląda zupełnie inaczej.

Oświeciński zdecydował się przekazać informacje dotyczące ludzi, którzy mogli stanowić realne zagrożenie dla innych.

Polskie prawo przewiduje możliwość złagodzenia odpowiedzialności osoby, która ujawnia organom ścigania istotne informacje dotyczące przestępstw i ich sprawców.

Tomasz z tej możliwości skorzystał.

Nie zmienia to faktu, że wcześniej sam zdecydował się wejść do tego świata.

I właśnie dlatego jego historia jest tak niejednoznaczna.

Nie jest opowieścią o gangsterze, który przez całe życie pozostał gangsterem.

Nie jest również prostą historią sportowca, który przypadkiem został aktorem.

To historia człowieka, który jako nastolatek zdobywał medale w judo, później handlował na Wschodzie, prowadził nocne lokale, znalazł się w otoczeniu białostockiej przestępczości zorganizowanej, został zatrzymany, zaczął współpracować ze śledczymi, odsiedział wyrok…

a następnie rozpoczął wszystko od początku.

Tyle że tym razem po legalnej stronie.

Największa ironia przyszła później.

Kiedy Tomasz Oświeciński stanął przed kamerą i zagrał gangstera, publiczność zobaczyła tylko aktora.

Potężnego „Stracha” z „Pitbulla”.

Mało kto spośród milionów widzów wiedział wtedy, że człowiek na ekranie nie poznawał tego świata wyłącznie ze scenariusza.

Bo zanim Tomasz Oświeciński zaczął grać gangsterów…

musiał najpierw przeżyć własny rozdział w polskim półświatku.

I znaleźć sposób, żeby z niego wyjść.