Jacek “MŁODY KLEPAK” Klepacki – gangster, który chciał dokonać vendetty

17 sierpnia 2002 roku.

Mikołajki.

Bar „Okoń”.

Wieczór, który miał wyglądać jak każdy inny.

Przy jednym ze stolików siedzi Jacek Klepacki.

„Młody Klepak”.

Syn człowieka, którego nazwisko przez lata budziło respekt w warszawskim półświatku.

Pije alkohol.

Rozmawia z ludźmi.

Nie wie, że ktoś już podjął decyzję.

Kilka minut później do lokalu wchodzi trzech zamaskowanych mężczyzn.

Nie mówią nic.

Nie ostrzegają.

Po prostu zaczynają strzelać.

Jacek upada.

Napastnicy uciekają.

Wtedy dzieje się coś jeszcze.

Jeden z policjantów próbuje ruszyć za sprawcami.

Chce ich zatrzymać.

W odpowiedzi również padają strzały.

Giną dwie osoby.

Gangster, który przez lata budował swoją pozycję dzięki zemście…

i policjant, który znalazł się w złym miejscu o złym czasie.

Fetched image 2

Tak kończy się historia człowieka, który odziedziczył nazwisko jednej z najważniejszych rodzin polskiego półświatka.

Ale zanim Jacek Klepacki stał się liderem młodego Wołomina…

był tylko synem legendy.


Jacek Klepacki urodził się w 1970 roku w Wołominie.

Jego ojcem był Marian Klepacki.

„Maniek”.

Człowiek związany z początkami gangu wołomińskiego.

Według relacji Marian zajmował się kradzieżami i włamaniami.

Z czasem stał się jedną z ważniejszych postaci warszawskiego półświatka.

Wraz z Ludwikiem Adamskim.

„Lutkiem”.

Mieli tworzyć fundamenty grupy, która później stanie się jednym z największych rywali Pruszkowa.

Dla młodego Jacka nazwisko Klepacki oznaczało jedno:

szacunek.

Ale również ogromną presję.

Bo dorastać jako syn człowieka takiego jak Maniek oznaczało, że wszyscy patrzyli na ciebie przez pryzmat ojca.


Niewiele wiadomo o dzieciństwie Jacka.

Prawdopodobnie ukończył szkołę podstawową w Wołominie.

Miał rozpocząć naukę zawodu mechanika.

Ale środowisko, w którym dorastał, miało ogromny wpływ na jego przyszłość.

Więzienia ojca.

Gangsterskie znajomości.

Ludzie odwiedzający dom.

Historie z ulicy.

To wszystko było częścią jego codzienności.

Kiedy w latach dziewięćdziesiątych Gang Wołomiński zaczął rosnąć w siłę, automatycznie rosła również pozycja syna Mariana Klepackiego.

Jacek nie musiał zaczynać od zera.

Nazwisko otwierało drzwi.

Ale musiał udowodnić, że potrafi samodzielnie utrzymać pozycję.


Według informacji Jacek aktywnie działał w strukturach Wołomina od około 1995 roku.

Początkowo zajmował się między innymi kradzieżami samochodów.

Legalizacją pojazdów.

Rozbiórką aut na części.

Miał własną podgrupę.

W jego otoczeniu pojawiali się:

Adam H. „Pryszcz”.

Robert R. „Rudy”.

Krzysztof G. „Gebels”.

Byli młodzi.

Ambitni.

Chcieli pieniędzy.

I chcieli pozycji.

Tak powstawało nowe pokolenie gangsterów.


Jacek nie chciał być tylko synem Mańka.

Chciał stworzyć własną markę.

Nie opierać się wyłącznie na nazwisku ojca.

Według relacji wyróżniał się brutalnością i odwagą.

Nie bał się brać udziału w konfliktach.

Chętnie uczestniczył w tak zwanych „rozkminkach” między grupami.

Czyli spotkaniach, podczas których rozwiązywano spory.

Czasem rozmową.

Czasem siłą.

Z czasem jego podgrupa zaczęła rosnąć.

Pojawili się kolejni ludzie.

Jacek K.

„Pudin”.

Czy inni młodzi gangsterzy związani z Wołominem.


Jacek zaczął również rozwijać interesy narkotykowe.

Według materiału współpracował między innymi z grupą nowodworską.

W jej otoczeniu wymieniano braci Dariusza i Grzegorza.

„Kudłatego”.

„Gienia”.

Jednocześnie prowadził życie typowe dla młodych gangsterów tamtych czasów.

Kluby.

Imprezy.

Pieniądze.

Samochody.

I konflikty.

W 1996 roku podczas jednej z imprez miał wejść w konflikt z ludźmi związanymi z Gangiem Mokotowskim.

Według relacji jego pozycja oraz nazwisko Klepackich sprawiły, że konflikt zakończył się pobiciem przeciwników.

To był świat, w którym reputacja była walutą.


Ale największa wojna miała przyjść z własnego podwórka.

Gang Wołomiński nigdy nie był jedną idealnie zjednoczoną strukturą.

Wewnątrz zawsze istniały ambicje.

Różnice.

Fetched image 3

Rywalizacja.

Jednym z ludzi, którzy zaczęli budować własną pozycję, był Karol S.

„Karol”.

Pod koniec 1997 roku doszło do konfliktu pomiędzy nim a Marianem Klepackim.

Powodem miały być zasady działania grupy.

Dotychczas członkowie płacili określone części pieniędzy liderom.

Karol chciał zmienić układ.

Chciał być bardziej niezależny.

Spotkanie zakończyło się konfliktem.

Według relacji doszło do upokorzenia Karola.

Maniek miał wyrzucić go z grupy.

Karol odszedł.

Ale nie zapomniał.


Wojna pomiędzy starym Wołominem a frakcją Karola rozpoczęła się na dobre.

Ginęli kolejni ludzie.

Atakowani byli dawni współpracownicy.

Wśród ofiar znaleźli się również ważni członkowie środowiska.

Ludwik Adamski „Lutek”.

Marian Klepacki „Maniek”.

Mariusz E. „Pikuła”.

Inni ludzie związani z dawnym kierownictwem.

W marcu 1998 roku w restauracji G. doszło do wydarzenia, które zmieniło wszystko.

Jacek był wtedy w więzieniu.

I właśnie tam dowiedział się, że jego ojciec nie żyje.


Według relacji miał wpaść w szał.

Miał mówić wszystkim, że dokona zemsty.

Dla syna legendy Wołomina była to nie tylko strata ojca.

To był atak na rodzinę.

Na nazwisko.

Na wszystko, co reprezentował.

Ale zemsta w świecie gangsterów często prowadzi do kolejnej wojny.

A wojna nigdy nie kończy się na jednej ofierze.


Po śmierci Mańka Jacek wyszedł z więzienia.

Chciał odbudować dawną pozycję.

I przede wszystkim:

ukarać ludzi odpowiedzialnych za śmierć ojca.

Jeszcze przed końcem lat dziewięćdziesiątych zaczął przejmować dawne interesy.

Jedną z pierwszych osób, które miały odczuć jego działania, był Stefan S.

Według materiału został porwany i zmuszony do współpracy.

Młody Klepak odbudowywał wpływy.

Przejmował ludzi.

Tworzył własną strukturę.


W nowej rzeczywistości po rozbiciu części dawnych grup powstała przestrzeń dla nowych liderów.

Młody Wołomin próbował przejąć miejsce starych bossów.

Jacek współpracował z różnymi środowiskami.

Gangsterami z Marek.

Piastowem.

Nowym Dworem Mazowieckim.

Częścią Żoliborza.

Jego najbliższym człowiekiem miał być Robert R.

„Rudy”.

Wokół niego znaleźli się również dawni znajomi.

Ludzie z dzieciństwa.

Ludzie, którym ufał.

Ale największą siłą Jacka była jednocześnie jego największa słabość.

Żądza zemsty.


Według śledczych młody Klepak miał odpowiadać za serię działań przeciwko ludziom związanym z dawną frakcją Karola.

Wśród spraw wymieniano między innymi zabójstwo Andrzeja R. z Otwocka.

Następnie śmierć Piotra K.

Pojawiały się również sprawy napadów i zabójstw związanych z walką o wpływy.

Fetched image 4

Każdy kolejny atak miał zamykać jeden rozdział.

Ale otwierał następny.

Bo w świecie zemsty nie istnieje ostatni krok.

Zawsze pojawia się ktoś, kto chce odpowiedzieć.


Jacek Klepacki miał listę ludzi, którzy według niego byli odpowiedzialni za śmierć ojca.

Jednym z nazwisk miał być Andrzej T.

„Tybur”.

Człowiek związany z dawną frakcją Karola.

Jacek planował zakończyć swoją zemstę.

Ale nie zdążył.


17 sierpnia 2002 roku.

Mikołajki.

Bar „Okoń”.

Trzech zamaskowanych ludzi.

Kilka sekund.

Seria z broni.

Jacek Klepacki ginie.

Człowiek, który całe dorosłe życie budował pozycję na nazwisku ojca i chęci odwetu, sam staje się ofiarą.

Nie ginie w walce.

Nie ginie podczas wielkiej wojny gangów.

Ginie przy stoliku w barze.

A wraz z nim ginie kolejny fragment historii polskiego półświatka.


Jacek Klepacki został pochowany razem ze swoim ojcem.

Dwie generacje jednej rodziny.

Dwie historie związane z Wołominem.

Ojciec, który budował legendę.

Syn, który próbował ją odziedziczyć.

Ale historia Mańka i Młodego Klepaka pokazuje jedną brutalną zasadę:

w świecie przestępczym nazwisko może dać ci władzę…

ale nie daje ci nieśmiertelności.

Bo człowiek, który całe życie szuka zemsty…

często kończy dokładnie tak samo jak ludzie, których chciał pomścić.