Wojciech “KIEŁBASA” Kiełbińśki – gangster, który odwrócił się od “Pruszkowa”

19 lutego 1996 roku.

Pruszków.

Zwykły poniedziałkowy poranek.

Wojciech Kiełbiński wychodzi ze sklepu.

Nie jedzie swoim luksusowym Mercedesem.

Tym razem wybrał samochód żony.

Nissan.

Nie wie, że ktoś już na niego czeka.

Kilka sekund później ciszę przerywa seria z broni automatycznej.

Strzały.

Chaos.

Ludzie uciekają.

Kiełbasa pada na ziemię.

Nie ma szans.

Ginący człowiek nie jest przypadkową ofiarą.

To jeden z najważniejszych ludzi dawnego Pruszkowa.

Fetched image 2

Człowiek, który razem z Jarosławem Sokołowskim „Masą” tworzył jeden z najbardziej znanych duetów polskiego półświatka.

Człowiek, którego wielu widziało jako przyszłego lidera mafii pruszkowskiej.

Ale zamiast zostać królem…

stał się kolejną ofiarą wojny o władzę.

Kto wydał wyrok na Wojciecha Kiełbińskiego?

Czy była to zemsta dawnych kompanów?

Czy konflikt wewnątrz Pruszkowa?

A może odpowiedź kryje się znacznie głębiej?

Żeby zrozumieć jego historię, trzeba cofnąć się o ponad dekadę.

Do Pruszkowa lat osiemdziesiątych.


Wojciech Kiełbiński urodził się w 1961 roku w Pruszkowie.

Pochodził z dobrej, stabilnej rodziny.

Jego matka była szanowanym lekarzem.

Ojciec również miał wykształcenie i pozycję.

Na pierwszy rzut oka jego życie powinno wyglądać zupełnie inaczej.

Ale dom nie zawsze oznacza bezpieczeństwo.

Według wspomnień Kiełbasa miał trudne dzieciństwo.

Ojciec miał być surowy.

Zbyt surowy.

Kary cielesne i ciągła presja miały wpływać na psychikę młodego Wojtka.

Jako szczupły chłopak nie potrafił się bronić.

Problemy emocjonalne miały doprowadzić nawet do choroby na tle nerwowym.

Matka próbowała mu pomóc.

Wysłała go do sanatorium.

Później Wojciech ukończył technikum samochodowe w Lipnie.

Zdobył zawód.

Miał szansę rozpocząć normalne życie.

Ale kiedy wrócił do Pruszkowa…

czekał na niego zupełnie inny świat.


Końcówka lat osiemdziesiątych.

Pruszków.

Żbików.

Dzielnica, która stała się kolebką przyszłej mafii.

To tutaj działali ludzie tacy jak Ireneusz Piszczalski „Barabasz”, Janusz P. „Parasol” czy Czesław B. „Budzik”.

Nie byli jeszcze legendami znanymi z pierwszych stron gazet.

Byli ulicznymi gangsterami.

Włamania.

Kradzieże.

Napady.

Ale dla młodych chłopaków z okolicy byli kimś więcej.

Byli symbolem.

Mieli pieniądze.

Drogie ubrania.

Samochody.

Budowali respekt.

Dla Wojtka ten świat okazał się niezwykle atrakcyjny.

Zamiast spokojnej pracy wybrał ulicę.


Początkowo nie był najważniejszym człowiekiem.

Był młodym chłopakiem stojącym obok starszych gangsterów.

Obserwował.

Pomagał.

Pilnował.

Fetched image 3

Ale szybko się uczył.

Widział, jak działa półświatek.

Widział, że pieniądze można zdobywać znacznie szybciej niż poprzez normalną pracę.

W połowie lat osiemdziesiątych Kiełbasa był już rozpoznawalny w środowisku Pruszkowa.

Nie był zwykłym złodziejem.

Miał ambicje.

Miał charakter.

Miał charyzmę.

I właśnie to wyróżniało go spośród innych.


W tamtym czasie gangsterzy zajmowali się wszystkim, co przynosiło pieniądze.

Kradzieże.

Włamania.

Przekręty.

Nielegalny handel.

Kiełbasa miał również zainteresować się biznesem związanym ze srebrem odzyskiwanym ze starych klisz rentgenowskich.

Według relacji skupował i przetwarzał ten materiał.

Jednym z ludzi zajmujących się skupem miał być Wiesław Niewiadomski.

Później znany jako „Dziad” lub „Wariat”.

Pieniądze zaczęły płynąć.

A wraz z nimi pozycja.


Wojciech zaczął wyglądać jak człowiek sukcesu.

Mercedes.

Eleganckie ubrania.

Drogie życie.

Dla młodych ludzi z Pruszkowa był przykładem.

Pokazywał, że ulica może dać więcej niż zwykła praca.

I właśnie wtedy poznał człowieka, który miał stać się jego najbliższym współpracownikiem.

Jarosława Sokołowskiego.

„Masę”.


Masa był młodym, silnym chłopakiem z blokowiska.

Miał już pierwsze doświadczenia uliczne.

Kiełbasa zobaczył w nim potencjał.

Zatrudnił go jako ochroniarza.

Ale relacja szybko przerodziła się w coś więcej.

Przyjaźń.

Wspólne interesy.

Wspólna droga.

Powstał duet:

Masa i Kiełbasa.

Tam, gdzie był jeden…

często pojawiał się drugi.

Dla Masy była to ogromna szansa.

Dzięki Kiełbasie znalazł się bliżej ludzi decydujących o przyszłości Pruszkowa.


Śmierć Barabasza w 1991 roku zmieniła układ sił.

W Pruszkowie pojawiło się nowe pokolenie liderów.

Parasol.

Budzik.

Bracia D.

Pershing.

Masa.

Kiełbasa.

Grupa zaczynała działać coraz bardziej profesjonalnie.

Nie chodziło już tylko o włamania.

Pojawiały się większe interesy.

Przemyt.

Ciężarówki.

Fetched image 4

Narkotyki.

Hazard.

Pieniądze były ogromne.

A wraz z pieniędzmi rosły konflikty.


Jednym z pierwszych dużych interesów Masy i Kiełbasy miał być napad na ciężarówkę z papierosami.

Według relacji wartość łupu miała wynosić około miliona dolarów.

Ich udział był ogromny.

Ale takie pieniądze oznaczały również problemy.

Według źródła Jeremiasz Barański „Baranina” miał wydać na nich wyrok śmierci.

Powód?

Konflikty i rozliczenia.

W świecie gangsterów sukces zawsze miał drugą stronę.

Im więcej zarabiałeś…

tym więcej ludzi chciało cię usunąć.


Kiełbasa był jednym z najważniejszych ludzi młodego Pruszkowa.

Nie tylko wykonywał polecenia.

Tworzył własne środowisko.

Miał ludzi.

Miał wpływy.

Miał autorytet.

W jego grupie pojawiali się młodzi gangsterzy gotowi robić wszystko.

Napady na ciężarówki.

Okradanie przemytników.

Pierwsze interesy narkotykowe.

Ale największym problemem często nie byli przeciwnicy.

Byli nimi dawni przyjaciele.


W 1993 roku miał pojawić się konflikt pomiędzy Kiełbasą a Andrzejem Kolikowskim „Pershingiem”.

Według różnych relacji chodziło o różnice w podejściu do interesów i pozycji w grupie.

Miał również pojawić się konflikt z Markiem C.

„Rympałkiem”.

Jednym z ludzi związanych z Pershingiem.

Na pewien czas sytuacja została uspokojona.

Bo Pruszków był silniejszy, kiedy działał razem.

Ale napięcia nie zniknęły.


Według relacji Masy w połowie lat dziewięćdziesiątych Kiełbasa miał coraz bardziej zmieniać się pod wpływem narkotyków.

Miał być bardziej agresywny.

Nieprzewidywalny.

Masa twierdził, że właśnie dlatego zakończył z nim współpracę.

Inna wersja mówiła, że powodem były konflikty biznesowe.

Brak poparcia ze strony zarządu.

Różne ambicje.

Jedno było pewne.

Dawni przyjaciele zaczęli iść własnymi drogami.


Kiełbasa miał zbliżyć się wtedy do Wiesława Niewiadomskiego „Wariata”.

Człowieka stojącego po przeciwnej stronie konfliktów z Pruszkowem.

Dla części ludzi był to znak, że Wojciech odwraca się od dawnych kompanów.

Według jednej z hipotez właśnie to miało doprowadzić do jego śmierci.


18 lutego 1996 roku.

Kiełbasa wraca do domu.

Następnego dnia wychodzi na zakupy.

Nie wybiera swojego luksusowego auta.

Jedzie samochodem żony.

To miała być zwykła decyzja.

Ale być może właśnie ona przesądziła o wszystkim.

Godzina około 10:00.

Sklep.

Parking.

Dwa samochody.

Napastnicy otwierają ogień.

Broń automatyczna.

Kilkanaście sekund.

Wojciech Kiełbiński nie żyje.


Pierwsze podejrzenia natychmiast skierowano na środowisko Pruszkowa.

Pojawiły się różne wersje.

Jedna wskazywała na Masę.

Inna na ludzi związanych z Pershingiem.

Według późniejszych zeznań Masy zlecenie miał wydać Marek C. „Rympałek”.

Jednak do dziś zabójstwo Wojciecha Kiełbińskiego pozostaje niewyjaśnione.

Nie ma prawomocnego wyroku wskazującego sprawców.

Pozostały jedynie hipotezy.


Historia Kiełbasy jest symbolem całego pokolenia Pruszkowa.

Człowiek z normalnego domu.

Chłopak, który mógł wybrać inną drogę.

Zamiast tego wybrał świat, w którym szacunek zdobywało się siłą.

Stał się jednym z najważniejszych ludzi mafii pruszkowskiej.

Stworzył legendarny duet z Masą.

Budował wpływy.

Pieniądze.

Pozycję.

Ale w końcu sam stał się ofiarą świata, który pomagał tworzyć.

Bo w półświatku największym zagrożeniem często nie jest wróg.

Największym zagrożeniem jest człowiek, który kiedyś siedział przy twoim stole.