Kobieta, która od ośmiu lat czekała na męża za murami więzienia, wiedziała, że jest celem. Jej mąż, Krzysztof M. , pseudonim „Bajbus”, pomimo zeznań obciążających najgroźniejszych bossów mokotowskiego gangu, nie otrzymał ochrony dla swojej rodziny.
Policja dysponowała informacjami o planowanym zabójstwie Anny, ale nie zrobiła nic, aby je powstrzymać. 10 stycznia 2008 roku, o świcie, na ulicy Zagańczyka w Kobyłce, rozległy się strzały.
Świadkowie zeznali, że usłyszeli serię huków, a chwilę później zobaczyli kobietę leżącą na chodniku w kałuży krwi. Początkowo scena wyglądała jak tragiczny wypadek, lecz przybyli na miejsce ratownicy medyczni i funkcjonariusze policji szybko zweryfikowali tę hipotezę. W ciele 36-letniej Anny znaleziono pięć ran postrzałowych, co jednoznacznie wskazywało na egzekucję.
Strzały oddano z bliskiej odległości, a każdy z nich miał zagwarantować, że ofiara nie przeżyje.
Krzysztof „Bajbus” M. , który w tym czasie przebywał w areszcie śledczym, o śmierci żony dowiedział się od prokuratora prowadzącego śledztwo. Wiadomość przekazano mu w brutalny i bezpośredni sposób – „Dziś rano zabili pana żonę”.
Dla byłego gangstera, który zdecydował się na współpracę z organami ścigania, była to chwila, która zniszczyła mu życie. W jednej sekundzie zrozumiał, że jego decyzja o zerwaniu z przestępczym światem zapłaciła cenę, jakiej nigdy się nie spodziewał.
Historia Bajbusa to opowieść o tym, jak łatwo jest zejść na złą drogę i jak trudno jest z niej wrócić. Urodzony w 1972 roku w małej podwarszawskiej miejscowości, wychowywał się w biedzie, pracując z braćmi na roli u dziadków. Jak wspomina w swojej książce „Bajbus.
Życie w mafii” autorstwa Ewy Ornackiej, w domu brakowało pieniędzy, ale ciężka praca fizyczna dała mu siłę, którą później wykorzystał w boksie. Już jako 15-latek wpadł w przestępcze środowisko, skupując złoto na bazarze w Grójcu dla starszego kolegi, który odbywał wyrok więzienia.
W wieku 17 lat otrzymał wyrok trzech lat pozbawienia wolności za pobicie znajomego. Po wyjściu na wolność postanowił zmienić swoje życie i zainteresował się pięściarstwem. Trenując w Warszawskiej Legii pod okiem uznanego trenera Janusza Gatałka, wydawało się, że ma przed sobą obiecującą karierę w wadze średniej.
Jednak szybki zarobek w przestępczym świecie okazał się bardziej kuszący niż lata ciężkich treningów i wyrzeczeń. W wieku 20 lat ożenił się z Anną, którą poznał w dyskotece.
Na początku lat 90. polska przestępczość zorganizowana przechodziła transformację. Najsilniejsze były wówczas gangi z Pruszkowa i Wołomina, a młody Bajbus wszedł w świat przestępczy za sprawą brata, który zajmował się kradzieżami samochodów.
Praca w warsztacie samochodowym nie dawała mu jednak satysfakcji finansowej. Szybko dołączył do grupy, w której działał jego brat. W 1998 roku poznał Marka M.
, pseudonim „Żyd”, gangstera powiązanego z gangiem mokotowskim, i zaproponował mu wstawienie automatów do gier hazardowych do baru prowadzonego przez Bajbusa i Annę.
Lokal na ulicy Złotej w Warszawie stał się początkiem współpracy z mokotowscymi gangsterami. „Bajbus” pracował legalnie w firmie Sołtys jako operator maszyn, ale w rzeczywistości był człowiekiem Andrzeja H. , pseudonim „Korek”, i Marka M.
, pseudonim „Żyd”. Przez lata utrzymywał się blisko najważniejszych postaci półświatka. Kluczowy moment w jego karierze przestępczej nastąpił 14 lipca 2004 roku, kiedy policja przechwyciła przemyt blisko 400 kilogramów kokainy, co wstrząsnęło strukturami gangu mokotowskiego.
Po tej wpadce gang przeszedł reorganizację, tworząc wyspecjalizowane podgrupy zajmujące się konkretnymi branżami przestępczymi. Bajbus, który zbudował silną pozycję w miejskim środowisku, założył własną grupę liczącą nawet 70 osób. W jej skład wchodzili m.
in. Robert P. pseudonim „Bobek”, Hubert B.
, Sylwester G. , a także znany zawodnik mieszanych sztuk walki Antoni H. pseudonim „Antek”.
Grupa ta dokonywała napadów na ciężarówki z ładunkami, wymuszeń i kradzieży na Wólce Kosowskiej, gdzie działali azjatyccy biznesmeni handlujący podrobioną odzieżą.
Skala działalności grupy była imponująca. Gangsterzy pod wodzą Bajbusa napadali na przewoźników, kradli całe transporty, a na Wólce Kosowskiej dokonywali wymuszeń na wietnamskich i chińskich handlarzach. Wartość jednorazowych łupów sięgała setek tysięcy dolarów.
W grupie znajdowali się skorumpowani policjanci, w tym Dariusz pseudonim „Steryd”, którzy przekazywali informacje operacyjne, umożliwiając gangsterom bezpieczne funkcjonowanie. To dzięki nim Bajbus i jego podwładni mogli unikać policyjnych nalotów.
Konflikt wewnątrz grupy nastąpił, gdy do jej szeregów dołączył Łukasz W. , pseudonim „Dzik”, gangster ukraińskiego pochodzenia. Jego awantury w klubach, dewastacje pubów i korzystanie z usług agencji towarzyskich bez płacenia – wszystko to w imieniu Bajbusa – stały się problemem.
Mimo ostrzeżeń ze strony szefa, Dzik ignorował wszystkie uwagi i narastał w swojej bezczelności. Sytuacja osiągnęła punkt kulminacyjny w 2005 roku, kiedy podczas libacji na Wólce Kosowskiej padła propozycja zakładu o to, kto wypije więcej alkoholu.
Zakład wygrał Dzik, a nagrodą była śmierć. W ustronnym miejscu pod Piasecznem spotkali się wszyscy członkowie grupy: Bajbus, Bobek, „Kot”, „Ernest”, „Dony”, „Leon” i „Maniek”. Dzik został uduszony linką holowniczą, a jego ciało wrzucono do wykopanego dołu, zalanego wapnem i cementem.
To morderstwo ugruntowało hierarchię w grupie i zapewniło posłuszeństwo pozostałym członkom. Bajbus, który brał bezpośredni udział w zabójstwie, nie mógł później ubiegać się o status świadka koronnego, co miało dla niego tragiczne konsekwencje.
Grupa działała do stycznia 2006 roku, kiedy to CBŚ przeprowadziło pierwsze aresztowania. W kwietniu 2007 roku zatrzymano również samego Bajbusa. Wiedząc, że inni członkowie – w tym „Bobek” – zeznają przeciwko niemu, zdecydował się na współpracę.
Przyznał się do wielu przestępstw, w tym do zabójstwa „Dzika”, i zaczął zeznawać przeciwko liderom gangu mokotowskiego. Zeznania Bajbusa doprowadziły do rozbicia całej grupy we wrześniu 2007 roku. Otrzymał skrócony wyrok, ale ze względu na udział w morderstwie nie mógł uzyskać statusu świadka koronnego.
Oznaczało to brak oficjalnej ochrony. W listopadzie 2007 roku Mariusz S. , pseudonim „Marcel”, jeden z ważniejszych gangsterów mokotowskich, rozpoczął współpracę z prokuraturą.
Jego zeznania ujawniły istnienie listy osób przeznaczonych do likwidacji. Znajdowały się na niej nazwiska sędziów, prokuratorów, świadków koronnych i ich rodzin. Na liście znalazła się również żona Bajbusa, Anna.
Marcel zeznał, że plany jej zabójstwa zostały sformułowane już latem 2007 roku. Mimo posiadania tych informacji, policja i prokuratura nie wdrożyły odpowiednich środków ochrony.
10 stycznia 2008 roku, o godzinie 6:10, Anna wyszła z domu do pracy przy ulicy Zagańczyka. Została zastrzelona z pięciu strzałów oddanych z bliska. Egzekucja była wykonana profesjonalnie, a sprawcy nie pozostawili żadnych śladów.
Bajbus, otrzymawszy wiadomość o śmierci żony, załamał się. W wywiadzie po latach mówił, że do tej pory nie może się pogodzić z jej śmiercią i obwinia policję za zaniechania. Uważa, że gdyby nie opieszałość służb odpowiedzialnych za jego ochronę, jego żona mogłaby żyć.
Dziś Krzysztof „Bajbus” M. prowadzi normalne, legalne życie. Zajmuje się działalnością biznesową i próbuje zapomnieć o przeszłości.
Jednak tragedia sprzed lat pozostawiła w nim trwałe piętno. Jego historia jest ostrzeżeniem dla wszystkich, którzy wchodzą w świat przestępczy – droga ta może zabrać wszystko, nawet tych, którzy są dla nas najważniejsi. To jednak również opowieść o oraz chronicznym problemie polskiego systemu wymiaru sprawiedliwości, który nie zawsze potrafi chronić tych, którzy decydują się na współpracę.
Śmierć Anny M. pozostaje niewyjaśniona. Sprawcy, mimo śledztwa, nie zostali nigdy zatrzymani.
Prokuratura umorzyła śledztwo w 2010 roku z powodu niewykrycia sprawców, co dla rodziny ofiary jest kolejnym ciosem. Bajbus w swoich publicznych wypowiedziach wielokrotnie podkreślał, że żona była niewinną ofiarą w wojnie między gangami, której nie miała nic wspólnego. Jednak dla byłych towarzyszy męża była wygodnym narzędziem zemsty – najbardziej bolesnym ciosem, jaki mogli zadać skruszonemu gangsterowi.
Analiza akt sądowych ujawnia, że Bajbus zeznawał przeciwko około dwudziestu członkom zorganizowanej grupy przestępczej, w tym przeciwko Zbigniewowi C. , pseudonim „Daxor”, i Andrzejowi H. , pseudonim „Korek”.
Dzięki jego zeznaniom skazano wiele osób, a sam otrzymał złagodzony wyrok – 7 lat pozbawienia wolności z możliwością wcześniejszego wyjścia. Obecnie przebywa na wolności i prowadzi działalność gospodarczą, jednak nigdy nie wrócił do ringu bokserskiego, który porzucił dla złudnej kariery gangstera.
To wydarzenie jest dowodem na to, jak brutalnie przestępczy świat potrafi ukarać zdradę. W jednym z wywiadów Bajbus wyznał, że w dniu pogrzebu żony podjął decyzję o walce o prawdę i sprawiedliwość, choć sam nie wierzy, że kiedykolwiek je osiągnie. System, który miał go chronić, zawiódł w kluczowym momencie.
Ochrona świadków w Polsce, zwłaszcza tych, którzy nie mogą uzyskać statusu świadka koronnego, pozostawia wiele do życzenia. Historia Bajbusa może być przestrogą dla innych, którzy rozważają zerwanie z przestępczym środowiskiem.



