Renata siedziała przy kuchennej wyspie w mieszkaniu Mileny na Mokotowie, mieszając łyżeczką cappuccino, do którego nie wsypała cukru. Uśmiechała się słodko, ale każde jej słowo miało ukryty haczyk. „Wiesz, Milena, ty jesteś jak skała. Robert to ma szczęście trafić na taką żonę.

Inna kobieta już dawno by mu walizki za drzwi wystawiła. ”
Milena kroiła cytrynę do herbaty. Znała te wizyty. Renata nigdy nie wpadała bez powodu.
Zawsze przynosiła ze sobą jakąś plotkę, owiniętą w troskę. „Tylko wiesz, pieniądze to nie wszystko. Mężczyźnie trzeba ciepła, duszy. Bo chłop, choćby nie wiem jak udawał twardziela, też czasem chce, żeby ktoś na niego popatrzył.
”
Milena zatrzymała rękę nad filiżanką. „Mówisz o Robercie? ”
Renata uśmiechnęła się zbyt szybko. „No a o kim?
Przecież to mój brat. Ja go znam od małego. Zawsze miał dobre serce. Za dobre.
”
Nachyliła się teatralnie, przyłożyła palce do ust. „Oj, Milena, ty naprawdę nic nie wiesz? ”
„Czego mam nie wiedzieć? ”
„Iwona.
Pamiętasz Iwonę? Biedaczka straciła pracę w salonie kosmetycznym. Podobno kompletnie się rozsypała. Depresja, samotność.
A Robert? No wiesz, nie umie przejść obojętnie. Od dwóch miesięcy prawie co wieczór do niej jeździ. Pogadać, pocieszyć, po przyjacielsku.
”
Milena poczuła, jak powietrze gęstnieje. Późne powroty Roberta. „Spotkanie z klientem. ” Dziwne rachunki z restauracji.
Wiadomości, które odczytywał bokiem, z ekranem odwróconym do stołu. Wszystko nagle ułożyło się w jedną brzydką całość. Renata patrzyła na nią z głodną ciekawością, czekając na łzy. Milena nie zapłakała.
Zdjęła fartuszek, złożyła go starannie i bez słowa wyszła z kuchni. W pomieszczeniu gospodarczym wyciągnęła z szafki rolkę grubych czarnych worków na śmieci. „Co ty robisz? ” – zapytała Renata z progu.
„Porządki. ”
Milena poszła do sypialni. Otworzyła szafę. Po prawej stronie wisiały rzeczy Roberta.
Koszule, które sama mu wybierała. Garnitury kupowane na ważne spotkania. Przez chwilę patrzyła na nie w ciszy, a potem jednym ruchem zerwała je z wieszaków. Wszystkie poleciały do worka.
„Boże, Milena, to są dobre koszule! Wiesz, ile kosztowały? ”
„Wiem. ”
„Przecież można normalnie spakować do walizki jak ludzie.
”
Milena wrzuciła do worka jego ulubiony garnitur. Wyjęła paski, krawaty, bieliznę, skarpety. Buty spadały na dno z głuchym łoskotem. „Ale ty chyba nie myślisz poważnie, że on ma się wyprowadzić?
”
Milena zawiązała worek mocno, bez pośpiechu. „Nie, on już się wyprowadził. Tylko jeszcze o tym nie wie. ”
Renata próbowała ratować sytuację, mówić, że może źle powiedziała, że Robert pewnie tylko zaglądał do Iwony po ludzku.
Milena odpowiedziała cicho: „Ja nie okłamywałabym męża przez dwa miesiące. ”
Ustawiła dwa ogromne czarne worki przy drzwiach wejściowych. Wtedy w zamku zazgrzytał klucz. Drzwi otworzyły się i wszedł Robert — pachnący drogimi perfumami, pewny siebie, z uśmiechem człowieka, który zawsze wracał na gotowe.
„No dziewczyny, jestem! A co tu tak cicho? ”
Zobaczył worki. Potem bladą Renatę.
Na końcu spojrzał na Milenę. „Co to jest? Robimy jakiś remont? ”
„Przeprowadzasz się, Robert.
”
„Słucham? ”
„Do Iwony. Skoro od dwóch miesięcy prawie co wieczór potrzebuje twojego ciepła, to dzisiaj dostanie cały pakiet. ”
Robert odwrócił się do siostry.
„Coś ty jej nagadała? ”
„Nie krzycz na nią – powiedziała Milena spokojnie. – Tym razem przypadkiem powiedziała prawdę. ”
Zmienił ton.
Stał się skrzywdzonym mężem. „Milenusz, kochanie, to jakaś bzdura. Iwona ma problemy, straciła pracę. Ja tylko parę razy podjechałem po ludzku.
”
„Przez dwa miesiące. Prawie codziennie. Kilometry na firmowym aucie, rachunki z restauracji, powroty po dziesiątej, wiadomości kasowane przy stole. ”
„Przesadzasz.
Nic między mną a Iwoną nie ma. Kawa, rozmowa, czasem kolacja. To wszystko. ”
„Świetnie.
W takim razie nie będziesz miał problemu, żeby jej dzisiaj wszystko wyjaśnić. ”
Popatrzył na worki i zbladł. „Milena, nie rób cyrku. Jesteśmy małżeństwem.
”
„Klucze. ”
„Jakie klucze? ”
„Od mieszkania i od samochodu. ”
„Chyba żartujesz.
”
„Nie żartuję. To jest moje mieszkanie. ”
„To jest też mój dom. ”
„Nie.
To jest moje mieszkanie. ”
Robert próbował się targować, mówić, że jutro pogadają. Milena powtórzyła: „Klucze. ” A potem dodała: „Jutro nie przychodzisz do firmy.
Nie jesteś już potrzebny. ”
„Nie możesz mnie tak zwolnić. ”
„Mogę. Formalności dostaniesz kurierem.
”
Powoli, jakby każdy ruch go bolał, zdjął z kółka klucz od mieszkania, pilot do garażu, brelok od firmowego auta. Położył wszystko na komodzie. „Będziesz tego żałowała. Kobiety takie jak ty myślą, że można wszystko kupić.
”
Milena otworzyła drzwi szeroko. „Moje łóżko poradzi sobie bez kłamcy. ”
Renata próbowała się wymknąć. Milena skinęła jej głową.
„Wyjdź. ”
Robert musiał schylić się po worki. Elegancki płaszcz napiął się na plecach, kiedy łapał za żółte taśmy na zewnątrz, na klatce schodowej, w chłodnym świetle lampy. Kopnął jeden z worków i syknął z bólu.
Wyciągnął telefon. „Może tak miało być. Iwona na pewno mnie zrozumie. ”
Zamówił taksówkę.
Kierowca pomógł mu wepchnąć worki do bagażnika. Robert podał adres Iwony. Przez całą drogę układał w głowie przemowę o tym, że odszedł z pustego, fałszywego małżeństwa, że wybrał miłość, że pieniądze to nie wszystko. Iwona otworzyła drzwi w miękkim szlafroku, z rozpuszczonymi włosami.
Uśmiechnęła się na jego widok, ale jej wzrok szybko zjechał na czarne worki. Uśmiech zamarł. „A to co jest? ”
„Iwonko, ja odszedłem od Mileny.
”
„Jak to odszedłeś? ”
„Zrozumiałem, że nie mogę już udawać. Z tobą jest inaczej. Ty mnie rozumiesz.
”
„Czyli co? Wyprowadziłeś się? Milena spakowała ci rzeczy w worki na śmieci i wyrzuciła? ”
„Wyszedłem.
Godnie. ”
Iwona oparła się o futrynę. W jej twarzy pojawiło się chłodne skupienie. „A samochód?
Ten firmowy, srebrny, którym do mnie przyjeżdżałeś? ”
„Musiałem zostawić. Formalnie był na firmę Mileny. ”
„A mieszkanie?
”
„Mokotów był jej. Ale to tylko papiery. ”
Iwona parsknęła. „Papiery?
Robert, nie rób ze mnie idiotki. ”
„Mam doświadczenie, kontakty. Zaraz stanę na nogi, znajdę coś. ”
„A praca?
”
Milczał o chwilę za długo. „Też u Mileny. Ale na ważnym stanowisku. ”
„Pracowałeś, czyli już nie pracujesz.
”
Robert próbował ją przekonać. „Przecież mówiłaś, że jestem dla ciebie ważny. ”
„Byłeś wygodny. To różnica.
”
Stał jak sparaliżowany. Iwona chwyciła klamkę. „I jeszcze jedno. Numer możesz usunąć.
Ja nie potrzebuję faceta, który nawet własnych kluczy nie ma. ”
Drzwi zamknęły się szybko, sucho, bez trzasku. Robert został sam na klatce z dwoma czarnymi workami. W ciągu jednego wieczoru stracił dom, samochód, pracę, żonę i kobietę, dla której miał zacząć nowe życie.
Było już po północy, gdy długi, natarczywy dzwonek wyrwał Renatę ze snu. Otworzyła drzwi i cofnęła się. Robert stał na korytarzu blady, rozczochrany, z tymi samymi workami u nóg. Wepchnął się do środka, potrącając wieszak.
„Ty jesteś zadowolona? Przez ciebie straciłem wszystko. Twoja kochana Iwona nawet mnie za próg nie wpuściła. Jak usłyszała, że auto nie moje, mieszkanie nie moje, firma nie moja, to jej wielka miłość wyparowała w dwie minuty.
”
„Robert, może jutro zadzwonisz do Mileny, przeprosisz…”
„Mam zostać u ciebie. Jesteś moją siostrą. ”
„Ale ja mam jeden pokój. ”
„To się posuniesz.
”
Rano miała iść do pracy. A on rozglądał się po jej kawalerce z pogardą. Renata opadła na kanapę. Dopiero teraz zrozumiała, że to nie była cudza afera, którą można oglądać z bezpiecznego miejsca.
Bumerang wrócił i trafił ją prosto w czoło. Sama zaprosiła do swojego życia karę, której nie da się łatwo wystawić za drzwi. Tymczasem na Mokotowie Milena wzięła gorący prysznic, ubrała ulubioną jedwabną piżamę i usiadła przy kuchennej wyspie z kubkiem rumianku. Telefon zawibrował.
Robert pisał długą wiadomość pełną wyrzutów, że będzie żałowała, że zostanie sama. Przeczytała trzy linijki, westchnęła i zablokowała numer. W kuchni było cicho. Jutro miała porozmawiać z kadrami, księgową i prawnikiem.
Ale dziś było już cicho.


