Grażyna weszła do mieszkania chwilę po ósmej rano, jak zwykle bez pukania. Po prostu przekręciła klucz w zamku i od razu ruszyła do kuchni, jakby była u siebie. Katarzyna stała przy blacie, piła kawę i sprawdzała wiadomości od klientek. Miała jeszcze pół godziny do wyjścia do salonu, więc nawet nie drgnęła, gdy usłyszała trzask otwieranej lodówki.

– No nie wierzę – odezwała się po chwili Grażyna. Katarzyna zamknęła oczy na sekundę. Znała ten ton aż za dobrze. – Co tym razem?
Grażyna stała z głową niemal wsadzoną do lodówki i przekładała rzeczy z półki na półkę. Jogurty, rukola, serki, pomidorki. – A gdzie normalne jedzenie? Katarzyna, ja mówię o jedzeniu dla mężczyzny.
– Tomek jest człowiekiem. Może jeść to samo, co reszta gatunku. Grażyna wyprostowała się i spojrzała na nią z oburzeniem. – Nie ma porządnej szynki, nie ma dobrego sera.
Nie widzę też żadnego obiadu na później. Co on ma zjeść, jak wróci z pracy? – To, co sobie zrobi po całym dniu. Grażyna prychnęła.
– Mój syn pracuje jako inżynier budownictwa. On nie siedzi sobie cały dzień z nożyczkami w ręku. Katarzyna powoli odstawiła kubek. To zdanie znała.
Grażyna miała kilka ulubionych wersji. Czasem mówiła, że Paweł ma prawdziwy zawód, innym razem, że skończył studia po coś. A kiedy była wyjątkowo rozdrażniona, dodawała, że Katarzyna przecież tylko ścina włosy. Tego ranka najwyraźniej szykował się pełny repertuar.
Grażyna zamknęła lodówkę i wtedy zauważyła stojącą na blacie papierową torbę z salonu fryzjerskiego. Zajrzała do środka. – A to co? – Kosmetyki do pracy.
Wyciągnęła elegancką butelkę szamponu. – Ile takie coś kosztuje? – Grażyno, odłóż to, proszę. – Pytam tylko.
– To profesjonalna seria. Potrzebuję jej w pracy. Grażyna obróciła butelkę w dłoni, znalazła cenę na naklejce i aż otworzyła usta. – Matko Boska, tyle pieniędzy za szampon.
Katarzyna odebrała jej kosmetyk i schowała z powrotem do torby. – Klientki płacą za usługę, a ja pracuję na dobrych produktach. – Na takie buteleczki pieniądze są. A Paweł po pracy nie ma co zjeść.
– Produkty spożywcze kupuję głównie ja. Grażyna machnęła ręką. – No już nie przesadzaj. – Czynsz administracyjny też płacę ja.
Prąd najczęściej ja. Internet ja. Środki do prania, tabletki do zmywarki, papier, chemię do łazienki. Też zwykle ja.
– Ale Paweł zarabia więcej. – Zgadza się. Katarzyna prawie się uśmiechnęła. W logice Grażyny fakt, że jej syn zarabiał więcej, automatycznie oznaczał, że to on utrzymuje rodzinę.
Nieważne, gdzie te pieniądze właściwie znikały. A znikały regularnie. Paweł potrafił w jednym miesiącu kupić profesjonalny ekspres do kawy, bo zobaczył go u kolegi. Przez pierwszy tydzień parzył espresso pięć razy dziennie, a potem urządzenie stało na blacie i zbierało kurz.
Kilka miesięcy później pojawiły się słuchawki kosztujące kilka tysięcy złotych, bo podobno miały studyjną jakość dźwięku. Potem elektryczna hulajnoga, choć Paweł codziennie jeździł do biura samochodem. Ostatnio zamówił zestaw inteligentnych żarówek sterowanych głosem oraz automatyczny karmnik. Katarzyna przez dobrą minutę patrzyła wtedy na karton.
– Paweł, my nie mamy zwierzęcia. – Wiem. – To po co nam automatyczny karmnik? – Była promocja.
– Dla kogo ma być ta karma? – Może kiedyś będziemy mieli kota? Na każde pytanie o pieniądze miał zresztą jedną odpowiedź: „Przecież zarabiam. Mogę sobie pozwolić”.
I teoretycznie miał rację. Zarabiał więcej od Katarzyny. Jako inżynier budownictwa dostawał dobrą pensję, znacznie wyższą niż ona w salonie. Tyle że Katarzyna nigdy nie zarabiała źle.
Miała stałe klientki, pełny grafik, dobre napiwki i renomę, na którą pracowała latami. Przed świętami czy sezonem weselnym potrafiła mieć zajęty każdy termin od rana do wieczora. Nie przeszkadzało jej, że mąż zarabiał więcej. Przeszkadzało jej jedynie to, że wszyscy zachowywali się tak, jakby jego wypłata była rodzinnym majątkiem, a jej pieniądze jakimś dodatkiem na kosmetyki.
Najbardziej absurdalne było to, że Paweł od lat nie płacił ani złotówki za samo mieszkanie. Lokal należał do Katarzyny. Dostała go po babci jeszcze przed ślubem. Trzypokojowe mieszkanie we Wrocławiu, w spokojnej dzielnicy, blisko tramwaju, sklepu i przychodni.
Babcia mieszkała tam prawie czterdzieści lat, a po jej śmierci wszystko zgodnie z testamentem przeszło na wnuczkę. Paweł wprowadził się już po ślubie. Z dwiema walizkami, komputerem i przekonaniem, że skoro są małżeństwem, to nie ma sensu rozmawiać o takich drobiazgach jak koszty mieszkania. Katarzynie przez długi czas też to nie przeszkadzało.
Do momentu, kiedy zaczęła zauważać, że wspólne życie ma bardzo dziwny podział rachunków. Grażyna tymczasem rozejrzała się po kuchni. – A mieszkanie na pewno jest tylko twoje? Katarzyna zmarszczyła brwi.
– Słucham? – No pytam. Po babci je dostałaś? – Tak.
– I twój ojciec nie ma do niego żadnych praw? – Nie. Dlaczego pytasz? – Tak tylko.
Od kiedy interesują cię dokumenty mojego mieszkania? Grażyna poprawiła torebkę na ramieniu. – Człowiek może zapytać. – Oczywiście.
Przez chwilę patrzyły na siebie w ciszy. Grażyna pierwsza odwróciła wzrok. – Bo wiesz, trochę to wszystko dziwnie wygląda. – Co dokładnie?
– Paweł zarabia więcej, ma odpowiedzialną pracę, inwestuje w wasze życie, a mieszkanie tylko na ciebie. Katarzyna poczuła lekkie ukłucie niepokoju. – Paweł wiedział, do kogo należy mieszkanie, zanim się tu wprowadził. – Ja nic nie mówię.
– Właśnie mówisz. Grażyna zacisnęła usta. – Ktoś wreszcie musi zrobić z tym porządek. Wzięła torebkę i ruszyła do przedpokoju.
Katarzyna patrzyła za nią, nie odpowiadając. Dopiero kiedy drzwi się zamknęły, dotarło do niej, że tego ranka Grażyna ani razu nie zapytała o pogodę, pracę czy plany na weekend. Za to trzy razy wróciła do mieszkania. Do tego, czy rzeczywiście należy wyłącznie do Katarzyny, i do tego, czy Stanisław ma z nim cokolwiek wspólnego.
W salonie od rana był pełny ruch. Suszarki buczały jedna przez drugą. Telefon przy recepcji dzwonił co kilka minut, a w powietrzu mieszał się zapach lakieru do włosów, kawy i kosmetyków. Katarzyna właśnie kończyła modelować włosy Elżbiecie, swojej stałej klientce, która przychodziła do niej od lat i wiedziała o jej życiu więcej niż niejedna kuzynka.
– Jeszcze troszkę z tej strony – powiedziała Elżbieta, przechylając głowę. – Bo jak mi tu za bardzo przylizasz, to będę wyglądać jak po wizycie u cioci na imieninach. Katarzyna parsknęła śmiechem. – Spokojnie, krzywdy pani nie zrobię.
– Ty mi nie rób krzywdy, tylko sobie zacznij mniej robić. Katarzyna spojrzała na nią w lustrze. – A to niby o co chodzi? – Masz tę minę.
– Jaką? – Taką pod tytułem „Wszystko jest w porządku”, czyli na pewno nic nie jest w porządku. Katarzyna przez chwilę milczała, poprawiając szczotką końcówki. – Paweł znowu nie przelał swojej części na zakupy.
– No proszę. Za to wczoraj kurier przyniósł mu nowy zegarek. – Jaki zegarek? – Taki, który mierzy sen, stres, tętno, pogodę, chyba jeszcze fazy księżyca i stan jego duszy.
Elżbieta uniosła brwi. – A rachunków nie mierzy. Widać, że ta funkcja jest dodatkowo płatna. – A ile kosztował?
– Nie pytałam. – Czyli dużo. Wystarczająco, żebym nie miała ochoty pytać. Katarzyna odłożyła szczotkę.
Nie chodziło już nawet o same pieniądze. Najbardziej drażniło ją to, że Paweł zachowywał się, jakby domowe wydatki po prostu działy się same. Jedzenie pojawiało się w lodówce, płyn do prania stał w łazience, rachunki były zapłacone, papier toaletowy się nie kończył. A skoro wszystko działało, to po co się tym interesować?
– I co on mówi? – zapytała Elżbieta. – Że przecież odkłada. – Na co?
– Na nasze przyszłe życie. – Kochana, a obecne życie to już nie wasze? Katarzyna nic nie odpowiedziała. W tej samej chwili od strony recepcji wychyliła się jedna z pracownic.
– Kasia, masz gościa? Katarzyna zerknęła w stronę wejścia i zobaczyła Dorotę. Siostra Pawła stała przy drzwiach z torbą przewieszoną przez ramię. – Nie przeszkadzam.
Dwie minuty. Katarzyna dokończyła fryzurę Elżbiety, umówiła ją na kolejną wizytę i podeszła do Doroty. – Co się stało? – Nic jeszcze.
– To brzmi obiecująco. – Mama zaczęła wypytywać ludzi o twojego ojca. Katarzyna poczuła, jak coś ściska ją w brzuchu. – Jakich ludzi?
– Ciotkę Halinę, potem mnie. Pytała, gdzie Stanisław mieszka, czy często się widujecie, czy ma oszczędności. – Oszczędności? Po co jej to?
– Bo mama sobie ubzdurała, że Paweł jest w tym małżeństwie pokrzywdzony. – W jaki sposób? – Bo zarabia więcej. Według niej to znaczy, że wkłada w małżeństwo więcej i że skoro mieszkanie jest twoje, to on nie ma żadnego zabezpieczenia.
– Fantastycznie. – Mówi też, że przy jego pensji powinniście już mieć więcej oszczędności. Katarzyna prychnęła. – Ja też tak uważam.
Dorota przyjrzała jej się uważnie. – Słuchaj, jest jeszcze jedna rzecz. – Jaka? – Paweł ostatnio bardzo często jeździ do mamy.
– Wiem. Mówi, że pomaga przy remoncie. – No właśnie. Grażyna od kilku miesięcy odnawiała stary dom pod Wrocławiem.
Najpierw miał być tylko dach, potem doszło ocieplenie elewacji, nowa łazienka, instalacja i wymiana części okien. Za każdym razem powtarzała, że sama wszystko finansuje, bo całe życie odkładała. Tylko że Paweł dziwnie dobrze orientuje się w cenach. – Jest inżynierem.
– Wiem, ale on zna nawet ceny konkretnych płytek, materiałów na ocieplenie i robocizny. Ostatnio mówił mi, że za dach wyszło więcej, niż zakładaliśmy. Katarzyna zmarszczyła brwi. – Zakładaliśmy?
– Dokładnie tak powiedział. Przez chwilę obie milczały. – Może po prostu pomaga jej ogarniać ekipę – powiedziała w końcu Katarzyna. – Może – ton Doroty mówił jednak coś zupełnie innego.
Wieczorem Katarzyna wróciła do domu po dziewiątej. Była zmęczona. Nogi ją bolały, a kark miała sztywny od całego dnia pracy. Paweł siedział na kanapie z laptopem na kolanach.
– Jesteś wreszcie. Co dziś jemy? Katarzyna zdjęła buty. – Nie wiem.
– Jak to nie wiesz? – Normalnie nie gotowałam. – Przecież cały dzień jestem w domu – wydukał. – Właśnie.
Paweł nie wyłapał ironii. – To może coś zamówimy? Katarzyna weszła do kuchni, wyjęła z torebki paragon z Biedronki i położyła go na stole. – Najpierw przelej mi połowę za zakupy na ten tydzień.
Paweł zmarszczył czoło. – Teraz? – Tak. – Kasia, daj spokój.
– Nie dam. Przecież ja odkładam pieniądze. – Wiem, ciągle to słyszę. To powiedz mi, gdzie są te oszczędności?
Paweł zastygł. – Jak to gdzie? – Na jakim koncie? – Na moim.
– Ile tam jest? – A co to, przesłuchanie? – Nie, zwykłe pytanie. – Nie pamiętam dokładnie.
– Odkładasz od miesięcy i nie pamiętasz? – Mam różne rzeczy. Lokaty, przelewy, coś tam inwestuję. – Co dokładnie?
– Katarzyna, jestem zmęczony. – Pracowałeś dziś z domu. – I co z tego? Wstał, zabrał telefon i wyszedł z kuchni.
– Nie mam ochoty teraz rozmawiać o pieniądzach. Katarzyna została przy stole sama. Patrzyła na paragon i po raz pierwszy pomyślała, że w tej historii jest coś więcej niż tylko głupie zakupy i wygodnictwo. Telefon zawibrował.
Wiadomość od Doroty: „Mama naprawdę zadzwoni do twojego ojca. Ona uważa, że Paweł powinien dostać część mieszkania”. Grażyna zadzwoniła do Stanisława następnego dnia przed południem. Nie zaczęła od pretensji, nie podniosła głosu.
Wręcz przeciwnie, mówiła spokojnie, niemal uprzejmie, jakby chciała omówić sprawę administracyjną. – Panie Stanisławie, nie chciałabym się wtrącać w życie młodych, ale chyba oboje jesteśmy rodzicami i pewne rzeczy powinniśmy widzieć. Stanisław siedział przy kuchennym stole z kubkiem herbaty. – Słucham.
– Chodzi o Katarzynę i Pawła. – Domyśliłem się. – Paweł zarabia więcej od Katarzyny. Ma odpowiedzialne stanowisko.
Skończył studia, pracuje w zawodzie i bardzo dużo wkłada w ich wspólne życie. Tymczasem mieszkanie jest wyłącznie Katarzyny. Paweł mieszka tam od lat, dokłada się, buduje z nią przyszłość, a formalnie nie ma nic. – Co to znaczy nie ma nic?
– No właśnie to wszystko jest na nią. Mieszkanie dostała przed ślubem po swojej babci. – Wiem. To w czym problem?
Grażyna westchnęła. – Pan patrzy tylko na papiery, a ja mówię o zwykłym poczuciu sprawiedliwości. Mój syn zarabia więcej, więc siłą rzeczy ponosi większy ciężar. A gdyby nie daj Boże coś między nimi się stało, wyjdzie z dwiema walizkami.
Stanisław oparł się wygodniej. – I czego konkretnie pani ode mnie oczekuje? – Uważam, że powinien pan porozmawiać z córką. Nie mówię od razu o połowie, ale jakaś część mieszkania powinna być przepisana na Pawła, choćby po to, żeby czuł, że to naprawdę jest jego dom.
A jeśli Katarzyna absolutnie się nie zgadza, to można przecież znaleźć inne rozwiązanie. Skoro dzięki mieszkaniu z pana rodziny nie mają kredytu hipotecznego, może pan przynajmniej co miesiąc opłacać im czynsz i część rachunków. – Dobrze, to zapytam inaczej. Ile Paweł miesięcznie przeznacza na prowadzenie domu?
Grażyna zawahała się. – No dużo. – Ile? – Nie znam dokładnej kwoty.
Nie siedzę im w portfelach. – Kto płaci czynsz administracyjny? – Przecież są małżeństwem. Co za różnica?
– Pytam. Kto robi przelew? Grażyna umilkła. – A prąd?
– Nie wiem. – Internet? – Nie wiem. – Zakupy spożywcze?
– Katarzyna też coś kupuje. Oczywiście. – Mają wspólne konto? – Chyba nie.
– A ile Paweł odłożył do tej pory na tę przyszłość, o której pani mówi? Tym razem cisza trwała dłużej. – On mówił, że odkłada regularnie. – Ile?
– Nie pytałam. Stanisław spojrzał przez okno. – Rozumiem. Grażyna jakby poczuła, że rozmowa zaczyna wymykać się jej spod kontroli.
– Ja naprawdę nie chcę robić awantury. Po prostu stoję po stronie syna. – Oczywiście. – To porozmawia pan z Katarzyną?
– Porozmawiam. – Dziękuję. Stanisław rozłączył się i jeszcze przez chwilę siedział bez ruchu. Nie znał szczegółów finansów córki.
Nigdy o nie pytał. Katarzyna była dorosła, radziła sobie sama i zawsze wyraźnie dawała do zrozumienia, że nie potrzebuje nad sobą kontroli. Ale teraz po raz pierwszy coś mu nie pasowało. Nie sama Grażyna.
Liczby, a właściwie ich brak. Zadzwonił do córki dopiero wieczorem. – Masz chwilę? – Jasne, tato.
– Grażyna dziś do mnie dzwoniła. Katarzyna westchnęła. – Wiedziałam, że to zrobi. – Chce, żebym namówił cię do przepisania części mieszkania na Pawła.
– Co? – A jeśli nie, to żebym płacił wam czynsz i rachunki. Przez kilka sekund po drugiej stronie nie było słychać nic. – Tato, proszę cię, nie wdawaj się z nią w żadne kłótnie.
– Nie zamierzam. – Sami sobie poradzimy. – Wiem, ale chcę cię o coś zapytać. – O co?
– Ile Paweł daje miesięcznie na dom? – Różnie. Czasem zrobi większe zakupy, czasem przeleje coś na rachunki. – A czynsz?
– Ja. – Prąd? – Najczęściej ja. – Internet?
– Ja. – Ubezpieczenie mieszkania? Katarzyna zamilkła. – Też ja.
– Jedzenie? – W większości ja. Stanisław nic nie powiedział. To milczenie zirytowało ją bardziej niż komentarz.
– Tato, on odkłada pieniądze. Przynajmniej tak mówi. – Wiem. Grażyna też to powiedziała.
– To nie znaczy, że wszystko jest źle. – Nie twierdzę, że jest. Chcę tylko wiedzieć, jak jest naprawdę. Następnego wieczoru Katarzyna usiadła z laptopem przy stole.
Otworzyła historię własnego konta i zaczęła cofać się miesiąc po miesiącu. Czynsz, prąd, internet, ubezpieczenie, Biedronka, Lidl, drogeria, środki czystości, naprawa zmywarki, nowy odkurzacz. Lista rosła. Przelewy od Pawła pojawiały się nieregularnie.
Raz kilkaset złotych, potem przez dwa miesiące nic. Później większa kwota, którą wcześniej traktowała jako oczywisty udział w kosztach. Im dłużej patrzyła, tym mniej jej się to podobało. Stanisław siedział obok i zapisywał kwoty na kartce.
– Pokaż jeszcze tamten miesiąc. Katarzyna przewinęła ekran. – Tu dostałam od niego tysiąc, a wcześniej nic. – A to – Stanisław wskazał palcem serię pozycji, które wcześniej nie zwróciły jej uwagi.
Kilka przelewów dotyczyło firmy budowlanej. Kolejne były płatnościami w sklepie z materiałami budowlanymi. Nazwa miejscowości widoczna przy transakcjach sprawiła, że Katarzyna zesztywniała. Sklep znajdował się kilka kilometrów od domu Grażyny.
– Kasia, dlaczego Paweł regularnie płaci firmie budowlanej w okolicy domu swojej matki? Katarzyna nie odpowiedziała od razu. Patrzyła na ekran laptopa i czuła, jak powoli układają jej się w głowie rzeczy, które wcześniej wydawały się przypadkowe. – Może to za coś do pracy?
– powiedziała w końcu, choć sama nie brzmiała przekonująco. Stanisław pokręcił głową. – W sobotę wieczorem – Katarzyna spojrzała na datę. – Rzeczywiście.
Jedna płatność była z soboty, druga z niedzielnego poranka. Kolejna z dnia, kiedy Paweł mówił, że jedzie do matki dopilnować fachowców. – Nie chcę grzebać mu w telefonie – powiedziała stanowczo. – I nie musisz.
Sprawdź tylko to, co masz przed nosem. Katarzyna zaczęła od rzeczy najprostszych. W segregatorze z rachunkami znalazła fakturę, którą Paweł najwyraźniej wrzucił tam przez pomyłkę. Dotyczyła nowych okien.
Adres dostawy nie pozostawiał wątpliwości. Dom Grażyny. Potem przypomniała sobie rozmowę sprzed kilku miesięcy. Paweł wrócił wtedy późnym wieczorem i narzekał, że te ceny za dach to już kompletne szaleństwo.
Katarzyna zapytała, skąd aż tak dokładnie wie. Odpowiedział, że matka pokazała mu kosztorys. Wtedy nie zastanawiała się nad tym ani sekundy. Teraz pamiętała jeszcze jedno.
– Tato, czekaj. Wstała i podeszła do szafki w przedpokoju. Po chwili wróciła z kopertą. – To przyszło miesiąc temu.
Paweł zostawił na komodzie. W środku był dokument gwarancyjny do automatycznej bramy wjazdowej. Kupujący: Paweł. Adres montażu: dom Grażyny.
Stanisław tylko westchnął. – No to już mamy więcej niż przypadek. Katarzyna usiadła z powrotem. Nie była zła.
Jeszcze nie. Na razie czuła coś znacznie gorszego. Wstyd. Nie dlatego, że Paweł pomagał matce.
Gdyby powiedział jej wprost, że chce dołożyć do remontu dachu albo łazienki, pewnie nawet by się nie sprzeciwiła. Grażyna mieszkała sama. Dom był stary. Naprawy kosztowały.
Problem był gdzie indziej. Paweł przez cały ten czas mówił żonie, że odkłada pieniądze dla nich. Katarzyna otworzyła kolejne miesiące. Płatność za materiały do łazienki, kilka tysięcy.
Firma dekarska. Kolejna kwota. Okna, brama, ocieplenie. Za każdym razem coś.
– Boże – powiedziała cicho. Stanisław nic nie komentował. – Pamiętam, jak zepsuła nam się pralka – ciągnęła Katarzyna. – Powiedział, żeby kupić tańszą, bo nie chce ruszać oszczędności.
Przewinęła ekran dalej. – A tu tydzień później poszedł przelew za okna. Jak trzeba było dopłacić za ubezpieczenie mieszkania, też powiedział: „Kasia, weź ty zapłać. Nie ruszajmy moich oszczędności”.
Stanisław oparł dłonie o stół. – No właśnie. Katarzyna zaczęła spisywać wszystko. Nie tylko pieniądze, które Paweł wydał na dom matki, ale także to, czego przez lata nie musiał płacić.
Nie było raty kredytu, nie było wynajmu, nie było udziału w podatku od nieruchomości. Mieszkał w mieszkaniu należącym do żony i korzystał z niego dokładnie tak samo jak ona. Kiedy policzyła orientacyjnie, ile kosztowałby wynajem podobnego mieszkania we Wrocławiu, aż odsunęła kalkulator. – Tato, on zaoszczędził fortunę tylko dlatego, że mieszka tutaj.
– Właśnie dlatego nie rozumiem opowieści, że to on jest poszkodowany. Katarzyna popatrzyła na zapisane kwoty. Dopiero teraz poczuła złość. Grażyna przedstawiała syna jak człowieka, który utrzymuje żonę i nic z tego nie ma.
Tymczasem to Katarzyna zapewniała im dach nad głową. To ona opłacała większość codziennych rzeczy. A Paweł pieniądze, które miały być na ich wspólną przyszłość, pakował w cudzy dom. Stanisław odezwał się spokojnie.
– Nie rób awantury dziś wieczorem. – Mam udawać, że nic nie wiem? – Nie. Masz wiedzieć dokładnie, o czym mówisz.
– Co proponujesz? – Jedną rozmowę. Wszyscy przy stole, bez wrzasków. Bez „bo mi się wydaje”.
Każdy mówi konkretnie. Paweł i jego matka. – Grażyna zrobi przedstawienie. – To niech robi.
Ty będziesz miała liczby. Katarzyna przez chwilę milczała, potem skinęła głową. Dwa dni później Paweł dostał od niej krótką wiadomość, że wieczorem chcą spokojnie porozmawiać o finansach. Grażynę zaprosił Stanisław.
Przyszła punktualnie. Miała starannie ułożone włosy, elegancką bluzkę i minę osoby, która spodziewa się korzystnego dla siebie zakończenia. Usiadła przy stole i niemal od razu zaczęła. – Cieszę się, że wreszcie porozmawiamy jak dorośli, bo przecież w małżeństwie wszystko powinno być wspólne.
Nie może być tak, że jedno ma mieszkanie, a drugie przez lata tylko dokłada i niczego nie ma na siebie. Paweł siedział obok niej i unikał wzroku Katarzyny. Stanisław milczał. Katarzyna też.
Grażyna, zachęcona ciszą, mówiła dalej. – Ja nie chcę nikomu nic odbierać. Po prostu uważam, że skoro Paweł inwestuje w tę rodzinę więcej, to powinien mieć jakieś zabezpieczenie. To chyba normalne.
Katarzyna otworzyła teczkę, wyjęła kilka kartek i położyła je równo na stole. Na pierwszej stronie były miesięczne wydatki na mieszkanie, na drugiej zakupy i rachunki, na trzeciej przelewy Pawła. Grażyna zerknęła na papiery i zmarszczyła brwi. – A to co?
Katarzyna spojrzała najpierw na męża, potem na jego matkę. – Skoro wszystko ma być wspólne, mamo Grażyno, to może zaczniemy od pieniędzy Pawła, które od roku są w pani domu? Paweł odwrócił wzrok. – Kasia, to nie jest tak, jak myślisz.
– Naprawdę? – Pomagałem mamie chwilowo, tylko przy remoncie. – Chwilowo? – Przesunęła palcem po kartce.
– Okna, łazienka, część dachu, materiały na ocieplenie, brama wjazdowa. Paweł poruszył się niespokojnie. – Przecież te pieniądze miały wrócić. – Skąd?
– No, później bym odłożył. – Czyli najpierw mówiłeś mi, że już odkładasz na naszą przyszłość, a teraz się okazuje, że dopiero kiedyś miałeś zacząć odkładać. Grażyna natychmiast weszła mu w słowo. – Nie przesadzaj, Katarzyna.
Paweł nie przepuścił tych pieniędzy w kasynie. Zainwestował w nieruchomość. Stanisław uniósł brwi. – W czyją nieruchomość?
Grażyna poprawiła się na krześle. – W rodzinny dom. – Pani dom – powiedział spokojnie. – Ale kiedyś przecież zostanie dzieciom.
Katarzyna spojrzała na nią. – Jakim dzieciom? – Pawłowi i Dorocie. Wiadomo.
Dorota o tym wie. Grażyna otworzyła usta, ale Katarzyna już sięgała po telefon. Dorota odebrała po drugim sygnale. – Możesz mówić?
– Mogę. – Mama właśnie twierdzi, że Paweł finansował remont jej domu, bo to inwestycja dla was obojga na przyszłość. Po drugiej stronie zapadła chwila ciszy. – Co?
Grażyna od razu nachyliła się do telefonu. – Dorotka, nie rób teraz zamieszania. Przecież wiadomo, że dom kiedyś będzie wasz. – Mamo, ja nigdy nie prosiłam Pawła, żeby płacił za twój remont.
I nie traktuję twojego domu jako żadnej wspólnej inwestycji. Jeśli Paweł chciał ci pomagać, to jego decyzja, nie moja. Grażyna zacisnęła usta. – No dobrze, ale rodzina sobie pomaga.
– Jasne. Tylko niech nie robi tego za pieniądze, o których żonie mówi, że odkłada dla niej. Połączenie się zakończyło. Paweł siedział nieruchomo.
Katarzyna przesunęła przed niego kolejną kartkę. – Tutaj masz nasze miesięczne koszty. Nie liczę nawet wszystkiego. Czynsz administracyjny, prąd, internet, zakupy, ubezpieczenie mieszkania, chemia, drobne naprawy.
– Przecież też czasem płaciłem. – Tak – spojrzała na niego. – Czasem. Paweł zacisnął szczękę.
– Zarabiam więcej od ciebie. – I właśnie dlatego to wygląda jeszcze gorzej. Grażyna prychnęła. – No ale przecież Paweł nie płaci za mieszkanie, bo jest twoim mężem.
Chyba nie będziesz własnemu mężowi liczyć czynszu. Stanisław odezwał się pierwszy raz od dłuższej chwili. – Nikt mu niczego nie liczy. Grażyna spojrzała na niego zaskoczona.
– Ale mieszkanie było własnością Katarzyny przed ślubem i tak zostanie. – Ja przecież nie mówię, żeby jej zabierać. – Pani zadzwoniła do mnie z propozycją, żebym namówił córkę do oddania Pawłowi części mieszkania. Grażyna zaczerwieniła się.
– Chodziło mi o zabezpieczenie. – Paweł nie nabywa prawa do cudzej własności tylko dlatego, że się ożenił. A ja tym bardziej nie będę płacił młodym rachunków, dlatego że pani syn chce swoje pieniądze wydawać gdzie indziej. Grażyna spojrzała na Pawła, ale ten nadal milczał.
Katarzyna zebrała kartki w równy stos. – Od przyszłego miesiąca robimy inaczej. Paweł podniósł głowę. – Jak?
– Zakładamy wspólne konto tylko na domowe wydatki. Co miesiąc oboje wpłacamy ustaloną kwotę proporcjonalnie do zarobków. – Proporcjonalnie? – Tak.
Ty zarabiasz więcej, więc wpłacasz więcej. Ja mniej, więc wpłacam mniej. Grażyna chciała coś powiedzieć, ale Katarzyna podniosła dłoń. – Reszta pieniędzy jest osobna.
Chcesz kupić słuchawki za kilka tysięcy? Kupuj. Kolejną hulajnogę? Proszę bardzo.
Kolejny gadżet, który po tygodniu trafi do szafy, też twoja sprawa. Ale najpierw wspólne koszty. Paweł spojrzał na nią niepewnie. – A oszczędności?
– Jeśli odkładamy na coś wspólnie, pieniądze są na wspólnym koncie i oboje widzimy, ile ich jest. – Nie ufasz mi? Katarzyna wytrzymała jego spojrzenie. – Po tym, co właśnie odkrywam.
Nie w tej sprawie. Zapadła cisza. – I jeszcze jedno – dodała, patrząc na Grażynę. – Klucze.
– Jakie klucze? – Do tego mieszkania. Grażyna zesztywniała. – Paweł mi je dał.
– I Paweł je odbierze. – Jestem jego matką. A ja tu mieszkam. Katarzyna przeniosła wzrok na męża.
– Nie chcę więcej wracać do domu i zastanawiać się, czy ktoś wszedł bez pytania. Paweł skinął głową. – Dobrze. Grażyna wyglądała, jakby miała zaprotestować, ale tym razem nie znalazła niczego, co mogłaby powiedzieć.
Katarzyna przez chwilę patrzyła na męża. – Wiesz, co jest w tym wszystkim najgorsze? Paweł milczał. – Nie to, że pomagałeś mamie.
Gdybyś przyszedł do mnie i powiedział: „Kasia, mama ma stary dach. Chcę jej dołożyć”, pewnie bym zrozumiała. Paweł przełknął ślinę. – Problem w tym, że robiłeś to za moimi plecami.
Mieszkałeś przez lata bezpłatnie w moim mieszkaniu. Pozwalałeś swojej mamie mówić, że ledwo coś zarabiam i że to ty utrzymujesz ten dom. I ani razu jej nie powiedziałeś, kto płaci rachunki, kto robi zakupy, kto kupuje rzeczy do domu. Wiedziałeś, że ona mnie poniża za to, że jestem fryzjerką.
I wiedziałeś też, że pieniądze z twojej prawdziwej pracy w tym samym czasie szły na remont jej domu. Paweł otworzył usta, po chwili je zamknął. Tym razem nie miał żadnej odpowiedzi. Zmiany nie nastąpiły z dnia na dzień.
Przez pierwsze tygodnie Paweł był obrażony. Potem zaczął regularnie przelewać swoją część na wspólne konto. Klucze Grażyny wróciły do Katarzyny. Od tej pory Grażyna dzwoniła przed wizytą.
Czasem zaciskała usta, czasem rzucała komentarz, ale nigdy więcej nie otworzyła cudzej lodówki własnym kluczem. Paweł nadal lubił drogie gadżety, tyle że teraz kupował je dopiero po opłaceniu swojej części rachunków. O mieszkaniu nie rozmawiali już nigdy. Katarzyna nadal każdego ranka zakładała fartuch, brała do ręki nożyczki i pracowała dokładnie tak samo jak wcześniej.
Nie skończyła nagle nowych studiów, nie zmieniła zawodu. Nie zaczęła zarabiać więcej od męża tylko po to, żeby coś komuś udowodnić. Nie musiała.
Bo kiedy wreszcie położono na stole prawdziwe liczby, okazało się, że jej zwykłe ścinanie włosów od dawna utrzymywało znacznie więcej, niż Grażyna chciała przyznać.


