Od czterech do sześciu miesięcy, czasem dłużej – tak brzmiała diagnoza, którą Łucja trzymała w drżących dłoniach. Schowała papiery do torebki i spojrzała przez okno gabinetu, gdzie w dole ludzie spieszyli do samochodów, nieświadomi, że jej świat właśnie się rozpada. – Ma pani do tego prawo – usłyszała od lekarki, ale to prawo niczego nie zmieniało. Dotarła do fabryki po południu.

Na korytarzu minęła Darka, swojego męża, który skinął głową, ale nie zapytał, skąd wraca. – Przenieście pilne partie do drugiego pieca – rzuciła do technika, ale myślami była gdzie indziej. – Niech pani jedzie do domu – powiedział Darek, a ona poczuła ukłucie w piersi. Zazwyczaj zostałaby do końca zmiany, ale dziś coś kazało jej wyjść wcześniej.
Zeszła szybko do samochodu i odtworzyła nagranie z dyktafonu, który włączyła przypadkiem przed wyjściem. Głos Darka, cichy i poufały, mieszał się z kobiecym śmiechem, który znała aż za dobrze. Kupiła chleb, ser i pudełko ulubionych czekoladek męża, udając przed sobą, że to normalny wieczór. – Jutro sam zadzwonię do Kaczmarka – usłyszała w myślach jego słowa i zacisnęła dłoń na kierownicy.
– Przyniosę ci herbatę do sypialni – powiedziała mu wieczorem, a on nawet nie podniósł wzroku znad telefonu. Laura wyciągnęła notes, gdy Łucja wróciła do kuchni. – Fabryka należy tylko do pani – powtórzyła cicho, ale obie wiedziały, że Darek od miesięcy prowadzi własne rozmowy z prawnikami. Łucja podeszła do okna i patrzyła, jak mąż wychodzi z domu o zmierzchu, mówiąc, że musi jechać do firmy.
Pół godziny później sama wsiadła do samochodu i ruszyła za nim. W prywatnej klinice, do której dotarli wieczorem, zobaczyła go przy recepcji. Obok stała Beata, jej dawna przyjaciółka, która teraz uśmiechała się do Darka tak, jak kiedyś do niej. – Do tego czasu niczego nie podpiszę – usłyszała własny głos, gdy Darek próbował ją odwieść od wejścia do gabinetu ordynatora.
W środku lekarz podał jej kartę pacjenta z numerem biopsji, który należał do Marii Kaczor, kobiety, która zmarła trzy tygodnie temu. – Nie rozumiem, jak mogło do tego dojść – wyszeptała, patrząc na swój wynik w cudzych aktach. Darek pochylił się do przodu, gdy wyszli na korytarz. – Wysłaliśmy opakowanie do niezależnego laboratorium – powiedział, ale jego wzrok był twardy.
Łucja odwróciła się do Beaty, która nagle zbladła. – Numer biopsji należy do Marii – powtórzyła, a w jej głowie układała się cała układanka. Technik podszedł do zniszczonego telefonu, który Łucja wyjęła z kieszeni męża. – Nie doszliśmy do tego – rzucił, ale ona już wiedziała.
Kto wysłał panią do tego lekarza? – zapytała Maria, jej prawniczka, gdy Łucja zadzwoniła z łazienki. Spojrzała w lustro i powiedziała:
– Darek. Tego wieczoru wróciła do mieszkania, włożyła lekarstwo do ust i popiła wodą, słysząc, jak mąż tłumaczy, że obiecał, że do tego nie dojdzie.
– A co jeśli materiał należy do innej pacjentki? – szepnęła, ale on już wychodził. Do rana nie spałam, układając w głowie plan. O 4:20 Łucja weszła do swojego gabinetu i od razu zauważyła nadmiarowy kieliszek na biurku.
Jakby za 20 minut mieli świętować wielki zakup rodzinny. – Dzisiaj potrzebujesz sił tylko do podpisu – powiedział Darek, stając w drzwiach. Łucja odwróciła się do niego i wskazała na dokument, który leżał obok. – Specjalna klauzula zobowiązuje mnie do przekazania pieczątek, licencji i dostępu do archiwum – przeczytała na głos.
Teresa zamknęła drzwi gabinetu od wewnątrz, gdy Darek wyszedł. – Do tego czasu ani słowa nikomu – powiedziała Łucja, patrząc na notes Laury. Późnym popołudniem pojechała do hotelu, gdzie Darek spotykał się z Beatą od miesięcy. W recepcji podała nazwisko, które widziała w jego telefonie, i dostała klucz do pokoju, w którym spał z inną kobietą.
Naprawiła system wentylacji, kupiła prywatne pakiety medyczne dla pracowników i wróciła do fabryki, gdzie technik czekał z odzyskanym nagraniem z jej gabinetu. – Fabryka należy tylko do pani – powtórzyła Laura, gdy Łucja włączyła dyktafon. Na nagraniu Darek mówił do Beaty:
– Chciałem uczcić początek twojego powrotu do zdrowia, a ona podpisze wszystko, co jej podsunę. Wieczorem Łucja zadzwoniła do prawniczki i powiedziała:
– Jutro sam zadzwonię do Kaczmarka, ale zanim to zrobię, pokażę mu ten film.
Gdy wyszli, podeszła do okna i patrzyła na fabrykę, która zawsze należała tylko do niej. Pół godziny później Darek wszedł do kuchni, zobaczył jej telefon na stole i zapytał:
– Kto do ciebie pisze? Łucja uśmiechnęła się i odpowiedziała:
– Laura wysłała mi kopię. – Sam zadzwonię do Antoniego Wójcika – rzucił, ale jego twarz pobladła.
– Nie dzwoń do mnie dzisiaj – powiedziała, biorąc torebkę. Do wieczora Darek prawie nie wychodził z sypialni, a Łucja siedziała w kuchni z notesem pełnym dat, nazwisk i numerów kont, które Laura zdobyła przez lata. O zmierzchu wróciła do mieszkania i włożyła lekarstwo do ust, ale tym razem popiła je szampanem.


