Leżałam w szpitalnym łóżku po wypadku, gdy drzwi się otworzyły. Weszli oni – mój mąż i teściowa. Myślałam, że przyszli mnie wesprzeć. Zamiast tego Tomasz położył przede mną dokumenty notarialne….

Leżałam w szpitalnym łóżku po wypadku, gdy drzwi się otworzyły. Weszli oni – mój mąż i teściowa. Myślałam, że przyszli mnie wesprzeć. Zamiast tego Tomasz położył przede mną dokumenty notarialne....

Rozpoznałam ich od razu. Stałam w szpitalnym korytarzu, oparta o zimną ścianę, a oni szli w moją stronę – mąż i teściowa. Może jednak przyszedł się dowiedzieć, jak się czuję po wypadku. Nie.

Thumbnail

Przyszedł z dokumentami. – Basia, musimy porozmawiać – powiedział Tomasz, a jego twarz pozostała obojętna, jakby rozmawiał z obcą osobą. – Nie rozumiem – wyjąkałam, czując, że łamię się w środku. Leżałam w szpitalu po tym, jak moje życie wywróciło się do góry nogami, a on przychodzi z jakimiś papierami.

– To są dokumenty notarialne – wyjaśniła Krystyna, jego matka, wyciągając plik papierów z eleganckiej skórzanej teczki. Jej perfumy, ten sam drogi zapach, który znałam od lat, wypełniły całą przestrzeń między nami. – Przekazujesz mi swoje udziały w aptekach. – Co takiego?

– To dla naszego dobra – dodał Tomasz, wciąż z tym samym kamiennym wyrazem twarzy. Przez chwilę myślałam, że to jakiś koszmarny sen. Znaliśmy się od czasów studiów, byłam z nim od dwudziestu lat. A teraz, gdy leżałam w szpitalu, on i jego matka postanowili mnie oszukać?

– Proszę, Basia – powiedziała Krystyna. – Zrób to dla nas obojga. Dla rodziny. Wzięłam długopis drżącą ręką, bo nie miałam siły walczyć.

Leżałam w tym szpitalu, niezdolna do niczego, a oni wykorzystali ten moment. Podpisałam. Wyszli, zostawiając mnie samą z tym ciężarem. Pielęgniarka weszła po chwili i zapytała, czy wszystko w porządku.

Skłamałam, że tak. Dopiero gdy zostałam sama, dotarło do mnie, co się stało. Moje apteki, które budowałam przez lata, przeszły na własność Krystyny. A Tomasz?

Mój mąż, ojciec moich dzieci, stał po stronie swojej matki. Kiedy wróciłam do domu, znalazłam na stole list od adwokata. Tomasz złożył pozew o rozwód. Powód?

„Trwały rozkład pożycia małżeńskiego”. Zadzwoniłam do mojej przyjaciółki Ewy, jedynej osoby, której ufałam. – Ewa, on mnie zostawił. Wszystko mi zabrał.

– Co masz na myśli? – zapytała zaniepokojona. – Apteki. Podpisałam dokumenty, bo myślałam, że to dla dobra rodziny.

A on…

– Ciociu, musisz iść do prawnika. Już. Poszłam. Ale to nie było takie proste.

Dokumenty były notarialnie poświadczone. Podpis należał do mnie. Nawet jeśli zostałam oszukana, prawo patrzyło na to inaczej. Kilka dni później zadzwonił mój adwokat, mecenas Nowicki.

– Pani Basiu, mam złe wieści. Nie tylko przekazała pani udziały w aptekach Krystynie Czackiej. Tomasz zaciągnął pożyczki. Na zabezpieczenie tych pożyczek, jeśli mogę to tak nazwać, użył pani majątku.

– Co takiego? – Zachował się jak… cóż, pani mąż i pani teściowa wspólnie doprowadzili do tego, że wierzyciele mogą teraz żądać sprzedaży aptek. Wszystkich trzech. Nie mogłam uwierzyć.

Miałam trzy apteki w Warszawie: na Marszałkowskiej, w Mokotowie i na Pradze. Budowałam je od zera, krok po kroku, przez lata. A teraz wszystko miało przepaść? – Co mam zrobić?

– zapytałam, a mój głos brzmiał jak obcy. – Najpierw musimy zgłosić sprawę na policję. To oszustwo. Ale będzie trudno.

Prawnicy Krystyny są dobrzy. Odwiedziłam moją byłą asystentkę, Martę. Otworzyła mi drzwi, a na jej twarzy zobaczyłam zakłopotanie. – Przepraszam, pani Basiu, ale nie mogę rozmawiać.

– Marta, przecież pracowałaś ze mną przez siedem lat. – Krystyna Czacka zabroniła mi kontaktować się z panią. Groziła, że stracę pracę. Wszyscy, którzy z panią pracowali, dostali takie samo ostrzeżenie.

Wróciłam do domu przygnębiona. Ale nie mogłam się poddać. Musiałam walczyć. Następnego dnia zadzwonił telefon.

Męski głos po drugiej stronie:

– Pani Barbara? – Tak? – Mówi Janusz z firmy ochroniarskiej. Pani adwokat, mecenas Nowicki, polecił mi się z panią skontaktować.

Krystyna Czacka wynajęła ludzi, którzy mają odebrać apteki siłą, jeśli będzie trzeba. – Chcą ją widzieć, jak niszczy moje życie. – Być może. Ale moim zadaniem jest zapewnić pani bezpieczeństwo.

Sugeruję, żeby pani nie zostawała sama w domu. Wtedy zrozumiałam, z kim mam do czynienia. To nie była zwykła zemsta. To była wojna.

Krystyna zadzwoniła do mnie tydzień później, udając troskę:

– Basiu, martwię się o ciebie. Może powinnaś wyjechać na jakiś czas? – Krystyno, ukradłaś mi moje apteki. I wiesz o tym.

– Nie wiem, o czym mówisz. Jesteś chora, potrzebujesz odpoczynku. Zacisnęłam zęby. To nie była ta sama kobieta, którą znałam.

To była osoba, która przez lata udawała, że mnie szanuje, a teraz pokazała prawdziwe oblicze. Postanowiłam działać. Spotkałam się z mecenasem Nowickim. – Ma pani dwie opcje – powiedział, rozkładając dokumenty na biurku.

– Albo walczymy w sądzie, co może trwać latami. Albo próbujemy negocjować z Krystyną. – A jeśli wybiorę trzecią? – To znaczy?

– Znajdę sposób, żeby ją pokonać jej własną bronią. Mecenas uśmiechnął się dyskretnie. – To może być ciekawe. Zaczęłam drążyć temat.

Dowiedziałam się, że Tomasz i Krystyna mieli wspólne konto, na które wpływały pieniądze z moich aptek. Mieli też długi – Tomasz grał w karty, przegrywał duże sumy, a matka spłacała jego zobowiązania z moich dochodów. Miałam dowody. Ale potrzebowałam czegoś więcej.

Wpadłam na pomysł. Zadzwoniłam do Krystyny:

– Chcę porozmawiać. Może dojdziemy do porozumienia. Spotkałyśmy się w kawiarni.

Krystyna wyglądała na pewną siebie, otworzyła menu i zamówiła kawę. – Więc? – zapytała. – Czego ode mnie chcesz?

– Oddaj mi chociaż jedną aptekę. Tę na Marszałkowskiej. Ona przynosi największy dochód. – Nie ma mowy.

To moje apteki. – Krystyno, oszukałaś mnie, wykorzystałaś moją słabość. Myślisz, że nie mam żadnych dowodów? Myślisz, że nie mam świadków?

Spojrzała na mnie z chłodną wyższością. – Masz rację, nie masz dowodów. Twoje apteki należą do mnie. Koniec dyskusji.

Zapłaciła za kawę i wyszła. Patrzyłam na nią przez okno, czując, że coś we mnie pęka. Ale to nie była słabość. To była determinacja.

Zadzwoniłam do mecenasa Nowickiego:

– Mam pomysł. Tydzień później spotkałam się z przedstawicielem wierzycieli Tomasza. To był mężczyzna w średnim wieku, o groźnym wyglądzie. – Panie Jakubie – zaczęłam – wiem, że Tomasz Czacki ma wobec pana dług.

Wiem też, że Krystyna Czacka jest teraz właścicielką aptek, które wcześniej należały do mnie. – To prawda – przyznał. – Ale co mnie to obchodzi? – Może być pan zainteresowany informacją, że Krystyna planuje sprzedać apteki.

Nie chce spłacać długów syna. Chce wyciągnąć z nich pieniądze i wyjechać. Jego oczy zwęziły się. – Ma pani dowody?

– Mam. Ale jeśli zechce pan współpracować, oddam je panu. Negocjacje trwały tydzień. W końcu doszliśmy do porozumienia.

Wierzyciele Tomasza mieli zażądać od Krystyny spłaty długów. Jeśli odmówi, zajmą apteki. Krystyna wpadła w szał, gdy dowiedziała się o zajęciu komorniczym. Zadzwoniła do mnie, krzycząc do słuchawki:

– Ty… ty zdradziecka suko!

Zniszczysz mnie! – To ty zaczęłaś, Krystyno. Ja tylko kończę. – Nie skończyłaś ze mną!

Zobaczysz! Ale to nie była tylko moja zemsta. To było odzyskanie tego, co moje. Sąd przyznał mi prawo do zarządzania aptekami w imieniu spółki, dopóki trwa spór majątkowy.

Wróciłam do pracy. Personel przyjął mnie z radością. Pani Ania, moja długoletnia farmaceutka, powiedziała:

– Pani Basiu, wiedziałam, że pani wróci. Uśmiechnęłam się.

To były moje apteki. Moje miejsce. Krystyna odwołała się od decyzji sądu, ale jej sprawa była słaba. Tomasz zniknął z miasta.

Podobno wyjechał do Niemiec. Pewnego wieczoru, gdy zamykałam aptekę na Marszałkowskiej, do środka weszła moja córka, Zosia. – Mamo? Mogę z tobą porozmawiać?

– Oczywiście, kochanie. Spojrzała na mnie z powagą. – Tata przysłał mi wiadomość. Mówi, że chce wrócić.

Że tęskni za nami. Poczułam ciężar w piersi. – Czego ty chcesz? – zapytałam cicho.

– Chcę, żebyś była szczęśliwa. I chyba chcę, żeby tata poniósł konsekwencje. – To nie jest już nasza sprawa, Zosiu. To jego wybory.

W nocy nie mogłam spać. Rozważałam, czy mu wybaczyć, czy po prostu zacząć od nowa. Ale wiedziałam, że nie mogę pozwolić, żeby zniszczył wszystko, co zbudowałam. Następnego dnia zadzwonił mój adwokat:

– Pani Basiu, dobra wiadomość.

Sąd oddalił apelację Krystyny. Apteki wracają do pani na stałe. Odetchnęłam z ulgą. – Dziękuję, panie mecenasie.

Zakończyłam rozmowę i spojrzałam na zdjęcie na biurku. Zdjęcie z moich studiów, kiedy wszystko było takie proste. Uśmiechnęłam się. Może nie było łatwo, ale przetrwałam.

Krystyna próbowała jeszcze raz. Zorganizowała konferencję prasową, na której ogłosiła, że jestem nieuczciwa i że ukradłam jej majątek. Ale nikt jej nie uwierzył. Dokumenty, które zebrałam, ujawniły prawdę.

Ostatni raz widziałam ją w sądzie, gdy sędzia ogłaszał wyrok w sprawie o zniesławienie. Skazana na grzywnę, wyszła bez słowa. Tego wieczoru usiadłam w swoim mieszkaniu, w pokoju, który kiedyś dzieliłam z Tomaszem. Otworzyłam szufladę i wyjęłam stary pamiętnik.

Kartki były pożółkłe. Zaczęłam pisać:

„Dzisiaj nauczyłam się, że siła to nie jest nigdy nie upaść. Siła to umieć wstać, nawet gdy wszystko wokół się wali”. Rok później otworzyłam czwartą aptekę.

Zadzwoniła do mnie Zosia:

– Mamo, jestem z ciebie taka dumna. – Dziękuję, córeczko. Rozłączyłam się i spojrzałam na księgi rachunkowe. Przychody rosły.

Ale najważniejsze było co innego. Pewnego dnia przyszła do mnie starsza kobieta, klientka apteki w Mokotowie. – Pani Basiu – powiedziała – chciałam panią przeprosić. Kiedy Krystyna przejęła aptekę, myślałam, że już pani nie wróci.

Cieszę się, że się myliłam. – Ja też się cieszę – odpowiedziałam z uśmiechem. Wieczorem w mojej skrzynce mailowej znalazłam wiadomość od nieznajomego nadawcy. Adres skrzynki był obcy.

Otworzyłam ją ostrożnie. „Pani Basiu, nazywam się Marek. Pracowałem kiedyś dla Tomasza Czackiego. Znam jego plany.

Jeśli chce pani ochronić swoje apteki przed kolejną próbą przejęcia, proszę się ze mną skontaktować. To ważne”. Poczułam niepokój. Co tym razem planował Tomasz?

Czy jego cień wciąż będzie nade mną wisiał? Ale potem przypomniałam sobie, jak daleko już zaszłam. Nieważne, co przyniesie przyszłość. Wiedziałam, że dam sobie radę.

Zamknęłam laptopa i spojrzałam przez okno. Miasto świateł, które kiedyś wydawało się moim wrogiem, teraz było moim domem. Mój dom, moje zasady, moje życie. Uśmiechnęłam się.

To nie był koniec. To był początek.