No i do dziś mam ciarki, jak sobie przypomnę tamto wejście. Głośny, pewny siebie głos, zanim jeszcze zdążyłam dojść do drzwi. „No co, nie spodziewaliście się? ”
Serce podeszło mi do gardła.

Matka Pawła, Barbara, stała w progu bez zapowiedzi. Walizka z hukiem na podłodze, wzrok jak skaner w supermarkecie, od góry do dołu. „Muszę zobaczyć, czym tu mojego syna karmią. ”
To było tylko 40 minut tego pierwszego wieczoru.
Otworzyła pudełka z jedzeniem, skrzywiła się, przestawiła słoiki w kuchni. „Jak można coś takiego do ust wkładać? Dom sam się nie ogarnie. ” Paweł milczał, oblizywał palce, a ja wiedziałam, że każde słowo jest do mnie.
Potem nagle usłyszałam siebie, jak mówię cicho do Nikogo: „Zjem w pracy. ” Włożyłam najlepszy komplet, ubrałam się. Barbara tylko mruknęła. Zamknęłam drzwi sypialni i poczułam, jak bardzo jestem zmęczona.
Rankiem Barbara była już w kuchni, w pełnej gotowości. „No dawaj, mąkę wyciągaj. ” Powiedziałam, że idę na spacer. Wróciłam, zamknęłam drzwi, położyłam się z powrotem.
Kiedy wstałam, ona chodziła po mieszkaniu: kuchnia, salon, przedpokój, z powrotem. Zapytałam, czego szuka. „No tak” — odpowiedziała i poszła dalej. Zamknęłam się w sypialni z laptopem.
Mail do klienta, kolejny mail, kolejny. Usłyszałam, jak wchodzi. „Beata, musimy porozmawiać. ” Ja widzę kolumny cyfr, ona widzi coś zupełnie innego.
„Kiedy twoja matka wchodzi do mojego mieszkania bez zapowiedzi? ” — zapytałam Pawła wieczorem. „No ale ona jest starsza. Trzeba mieć kobiecą mądrość, wygładzać.
”
A potem przyszła ta niedziela. „Jedziemy do centrum medycznego, tu na Mokotowie. ” Urlop. Mama potrzebuje.
Paweł przytaknął. „Przecież i tak byś wydała na jakieś rzeczy. ”
Poszłam do salonu bez zawahania. Wyciągnęłam jego torbę podróżną, otworzyłam szafę.
Bluzy, spodnie, ubrania — wrzucałam do środka. Potem do łazienki: szczoteczka, maszynka, ręcznik. Wróciłam po jego buty i postawiłam obok walizki. Złapałam klamkę.
Chłodne powietrze weszło do środka. Barbara zrobiła krok do przodu. „Przez jakiś masaż… ” Paweł cofnął się na klatkę.
Barbara poprawiła włosy, spojrzała z góry, a w jej twarz wróciła ta pewność. „Nie nadajesz się do naszej rodziny. ”
Zsunęłam kapcie. Poszłam boso do kuchni.
Czajnik, woda, klik. „Jak dobrze” — powiedziałam do siebie. I nic więcej.


