Przez cały rok nosiła te same sprane, kwieciste lniane sukienki, przetarte na ramionach. Zawsze uśmiechnięta, zawsze grzeczna, ale ja widziałam coś więcej. Widziałam, że coś ukrywa. Pewnego wieczoru, gdy wróciłam z pracy, zastałam ją w kuchni, siedzącą przy stole.

Obok niej stała moja matka. Dziewczynka – miała może siedem lat – trzymała w ręku mały, zniszczony pluszowy królik. – Przyjechała pani do naszego domu prosić o rękę – powiedziała matka, odwracając się do mnie. Roześmiałam się, myśląc, że to żart.
Ale matka była poważna. Spojrzałam na dziewczynkę. Coś w jej oczach wydało mi się znajome, ale nie mogłam tego uchwycić. – Tomek, mój chłopak – powiedziała matka.
– To jego córka. Zamarłam. Tomek, który mieszkał naprzeciwko, który zawsze mi pomagał, który nosił mi butelki z wodą, pukał do drzwi, dawał jej jedzenie. Ta dziewczynka była jego córką.
A matka chciała, żeby wzięła ją pod opiekę, bo Tomek zniknął. – Nie znam jej – powiedziałam. – Dlaczego miałabym ją przyjąć? – Bo to twoja siostra – odpowiedziała matka cicho.
Świat mi się zatrzymał. Moja siostra? Nigdy nie miałam siostry. Ale patrząc na nią, widziałam teraz to samo: te same oczy, ten sam kształt twarzy co u mnie.
Matka wyjaśniła, że Tomek to mój ojciec, który zostawił nas dawno temu, a teraz zostawił też to dziecko. – Zabieram ją – powiedziałam, zanim pomyślałam. Następnego dnia kupiłam jej nowe ubrania, buty, plecak. Zaczęła chodzić do szkoły.
Wieczorami sklejała kartonowe pudełka, nawlekała plastikowe koraliki, żeby zarobić trochę pieniędzy. Robiłam listę wydatków w małym notesie, oszczędzając każdy grosz. Przez cały rok udawało mi się utrzymać nas oboje. Aż pewnego dnia, gdy wracałam z pracy, zobaczyłam go.
Tomek stał na osiedlu, oparty o swój motocykl. Serce mi zamarło. Podszedł do mnie. – Oddaj mi dziecko – powiedział, a w jego głosie nie było ani krzty miłości.
– Nie oddam – odpowiedziałam. Wyciągnął z kieszeni telefon, pokazał mi zdjęcie dziewczynki. Żądał, żebym oddała mu córkę, bo ma prawo. Roześmiałam się, przypominając mu, że uciekł, że zostawił dziewczynkę u mojej matki.
– To moje dziecko – powiedział twardo. Potem wyciągnął mały notes w czarnej skórzanej oprawie i długopis. Spisał wszystko: pieniądze, które wydałam na dziecko, każdy dług, każdy rachunek. – Oddasz mi całą kwotę, ani grosza mniej – powiedział, zamykając notes.
Spojrzałam na niego. Zniszczył życie mojej matki, zostawił córkę, a teraz chciał, żebym mu płaciła? To było absurdalne. Ale Tomek nie żartował.
Powiedział, że jeśli nie oddam pieniędzy, pójdzie na policję, że udowodni, że porwałam dziecko. – Nie masz żadnych praw – powiedziałam, próbując zachować spokój. Zachichotał. Potem odwrócił się, wsiadł na motocykl i odjechał.
Tej nocy nie spałam. Wiedziałam, że muszę działać. Rano, zanim obudziła się dziewczynka, weszłam do pokoju ochrony osiedla, pożyczyłam telefon stacjonarny i zadzwoniłam do Patrycji, mojej dawnej koleżanki z pracy, która była policjantką. Powiedziałam jej wszystko.
Poprosiłam, żeby sprawdziła, czy Tomek ma jakiekolwiek prawa do dziecka. Patrycja obiecała, że się tym zajmie. Tego dnia poszłam do pracy jak zwykle, ale w głowie miałam tylko jedno: jak go powstrzymać. Po pracy wstąpiłam do małego sklepu telefonicznego i kupiłam nowy, tani telefon.
Włożyłam do niego starą kartę SIM. To był mój nowy numer. Stary wyłączyłam. Matka zadzwoniła wieczorem, pytała, co się dzieje.
Powiedziałam jej, że Tomek wrócił. Usłyszałam, jak upuszcza hochlę do pierogów. – Boże – wyszeptała. – Uważaj na siebie.
Odpowiedziałam, że poradzę sobie. Ale nie byłam pewna. Następnego dnia rano czekał na mnie pod domem. Stał przy motocyklu, z tym samym notesem w ręku.
– Masz pieniądze? – zapytał. – Nie mam. Odwrócił się, wyciągnął telefon i zadzwonił.
Po chwili usłyszałam głos Patrycji. Powiedziała, że Tomek nie ma żadnych dokumentów potwierdzających ojcostwo, że nie może żądać dziecka. Tomek usłyszał tylko fragment rozmowy, ale wystarczyło. – To nie koniec – powiedział, zanim odjechał.
Wróciłam do domu, a dziewczynka siedziała w kuchni, sklejając pudełka. Podniosła wzrok. – Co się stało? – zapytała.
– Nic – odpowiedziałam, próbując uśmiechnąć się. – Po prostu stary znajomy. Ale nie mogłam przestać myśleć o tym, że on wróci. Wiedziałam, że nie da się tak łatwo.
Kilka dni później, gdy wracałam z pracy, zobaczyłam, że drzwi do mojego mieszkania są uchylone. Weszłam ostrożnie. Wewnątrz, na stole, leżał ten sam czarny notes. Obok stał Tomek, z rękami w kieszeniach.
– Czekałem na ciebie – powiedział. Zamknął drzwi.


