POCZĄTKI PRUSZKOWA I Pruszkowski Szlak I Kronika Zbrodni | Grupa Pruszkowska

Tam, gdzie kończą się zasady…

zaczyna się Pruszków.

To zdanie przez lata było symbolem strachu.

Bo Pruszków nie był wtedy tylko nazwą miasta pod Warszawą.

Stał się synonimem polskiej mafii.

Miejsca, gdzie pieniądze, wpływy i przemoc tworzyły własne reguły.

W latach dziewięćdziesiątych nazwiska takie jak:

Pershing.

Masa.

Kiełbasa.

Słowik.

Parasol.

były znane niemal każdemu.

Media mówiły o nich codziennie.

Fetched image 2

Policja próbowała ich zatrzymać.

A zwykli ludzie zastanawiali się, jak niewielkie podwarszawskie miasto mogło stać się centrum jednej z największych struktur przestępczych w historii Polski.

Ale zanim powstała mafia pruszkowska…

był jeden człowiek.

Ireneusz Piszczalski.

„Barabasz”.


Pruszków lat osiemdziesiątych nie przypominał jeszcze miejsca, które później miało budzić strach w całym kraju.

Było to zwykłe miasto.

Fabryki.

Bloki.

Robotnicze dzielnice.

Jedną z takich dzielnic był Żbików.

To właśnie stamtąd wywodził się Barabasz.

Człowiek, którego wielu uważało za jednego z prekursorów późniejszej mafii pruszkowskiej.

Według relacji był brutalny.

Bezwzględny.

Ale jednocześnie potrafił zdobywać lojalność ludzi.

Miał autorytet.

Problem polegał na tym, że jego świat opierał się na przemocy.

Włamania.

Napady.

Wymuszenia.

Ludzie Barabasza nie bali się przekraczać granic.

Jedna z historii opisywanych po latach dotyczyła napadu na właściciela sklepu warzywnego.

Według relacji gangsterzy mieli próbować wymusić pieniądze, stosując brutalne metody.

Podczas zdarzenia miał ucierpieć również syn ofiary.

Ta historia przez lata była wskazywana jako przykład brutalności pierwszych struktur pruszkowskich.


To właśnie takie wydarzenia miały później inspirować obraz polskiej mafii w kulturze.

Film „Miasto prywatne” często jest porównywany z historią początków Pruszkowa.

Nie przedstawiał jednak konkretnych osób jeden do jednego.

Był raczej mieszanką różnych historii, legend i wydarzeń z ulicy.

Jednak podobieństwa były widoczne.

Świat, gdzie gangsterzy tworzyli własne zasady.

Gdzie pieniądze były ważniejsze niż prawo.

Gdzie strach był narzędziem kontroli.


Barabasz nigdy oficjalnie nie został jednym z najbardziej znanych skazanych gangsterów.

Według relacji korzystał z tak zwanego małego świadka koronnego.

Jego pozycja zaczęła słabnąć.

Aż przyszedł rok 1991.

Samochód.

Droga między Pruszkowem a Komorowem.

Zakładany spokojny przejazd.

Nagle utrata kontroli.

Wypadek.

Barabasz ginie.

Pozostawia rodzinę.

I pozostawia po sobie pustkę.

Ale grupa nie znika.

Wręcz przeciwnie.

Zaczyna się kolejny etap.


Jednym z ludzi związanych z początkami grupy był Andrzej C.

„Szarak”.

Silny.

Budzący respekt.

Człowiek, który miał słynąć z brutalności w ulicznych walkach.

Jego śmierć stała się jednym z pierwszych wydarzeń, które pokazały, że państwo zaczyna dostrzegać skalę problemu.

6 lipca 1990 roku.

Hotel George.

Miejsce, które miało przejść do historii.

Według ustaleń policja przygotowała zasadzkę.

Powodem miał być konflikt dotyczący samochodu i pieniędzy.

Gangsterzy mieli odzyskać pojazd w zamian za określoną kwotę.

Fetched image 3

Ale na miejscu czekali funkcjonariusze.

Kiedy pojawili się gangsterzy, sytuacja wymknęła się spod kontroli.

Według relacji Szarak zaatakował policjanta.

Ten zdążył użyć broni.

Andrzej C. zginął.

Dla wielu ludzi był to moment symboliczny.

Państwo po raz pierwszy pokazało, że zamierza odpowiedzieć.


Po śmierci Barabasza i Szaraka pojawiło się nowe pokolenie.

Jedną z najważniejszych postaci miał zostać Wojciech K.

„Kiełbasa”.

Wychowany na Żbikowie.

Początkowo zajmował się drobną przestępczością.

Włamania.

Kradzieże.

Ale szybko zaczął myśleć większymi kategoriami.

Miał ambicje.

Charyzmę.

Potrafił zdobywać ludzi.

To właśnie on miał później wprowadzić do świata Pruszkowa Jarosława Sokołowskiego.

„Masę”.


Początkowo Masa był ochroniarzem Kiełbasy.

Młody.

Silny.

Lojalny.

Ale ich relacja szybko przerodziła się w coś większego.

Przyjaźń.

Wspólne interesy.

Wspólna droga.

Kiełbasa był jednym z ludzi, którzy mogli w przyszłości przejąć większą władzę w Pruszkowie.

Nie wszystkim się to podobało.

Starsze pokolenie gangsterów zaczęło patrzeć na młodych z niepokojem.

Bo młodzi byli bardziej ambitni.

Chcieli więcej.

I szybciej.


Jednym z wydarzeń, które pokazało brutalność tamtego świata, była historia Bogdana G.

„Młodego”.

Według relacji konflikt dotyczył samochodu oraz pieniędzy.

Pruszkowscy mieli chcieć go ukarać.

Spotkanie miało zakończyć się przemocą.

Doszło do strzelaniny.

Zginęli ludzie związani z dawnym Pruszkowem.

Wspomnienia Masy przedstawiały wydarzenia jako moment, w którym „Młody” stał się wrogiem numer jeden.

Sam Bogdan G. przez lata utrzymywał, że działał w obronie własnej.

W 2015 roku został skazany za jedno z zabójstw.


Lata dziewięćdziesiąte.

To był czas największego rozwoju Pruszkowa.

Grupa zaczęła zarabiać ogromne pieniądze.

Nie tylko na klasycznych napadach.

Pojawiły się:

haracze.

przemyt.

narkotyki.

kradzieże ciężarówek.

Fetched image 4

legalne biznesy jako przykrywka.

Pruszków przestał być lokalną grupą.

Stał się marką.

Nazwą, której bali się ludzie w całej Polsce.


W tym czasie rosła również pozycja innych ludzi.

Andrzej Zieliński.

„Słowik”.

Janusz P.

„Parasol”.

Andrzej Kolikowski.

„Pershing”.

Jarosław Sokołowski.

„Masa”.

Każdy miał własne ambicje.

Każdy miał własnych ludzi.

A największym problemem mafii często nie byli przeciwnicy.

Byli nimi ludzie wewnątrz.


Jedną z najbardziej znanych historii była relacja Masy i Kiełbasy.

Według Masy ich przyjaźń rozpadła się między innymi przez styl życia Kiełbasy.

Pojawiły się konflikty.

Różnice interesów.

Napięcia.

W styczniu 1996 roku samochód Masy eksplodował na ulicy Kopernika w Pruszkowie.

Bomba nie zabiła go.

Ale była jasnym komunikatem.

Wojna wewnątrz grupy zaczęła się naprawdę.


Masa później stał się jedną z najważniejszych postaci młodego Pruszkowa.

Prowadził restaurację „La Cucaracha”.

Miejsce spotkań ludzi z półświatka.

Ale jego największym symbolem była „Planeta”.

Klub przy Forcie Wola.

Miejsce, które miało być jednym z najbardziej prestiżowych lokali Warszawy końca lat dziewięćdziesiątych.

Gwiazdy.

Imprezy.

Bogaci klienci.

Sportowcy.

Ludzie biznesu.

I gangsterzy.

Dla wielu była to wizytówka potęgi Pruszkowa.


Ale złota era nie mogła trwać wiecznie.

5 grudnia 1999 roku ginie Pershing.

Człowiek, który przez lata był jednym z symboli grupy.

Po jego śmierci układ sił zaczyna się zmieniać.

Masa zostaje sam.

Wkrótce podejmuje decyzję, która zmienia historię polskiej przestępczości.

Zaczyna współpracować z organami ścigania.

W 2000 roku zostaje pierwszym świadkiem koronnym w Polsce.

Jego zeznania uderzają w dawnych kolegów.

Pruszków zaczyna się rozpadać.


Procesy gangsterów stają się jednym z największych testów dla instytucji świadka koronnego.

Obrońcy próbują podważyć wiarygodność Masy.

Dawni koledzy nazywają go zdrajcą.

On sam twierdzi, że pomógł rozbić organizację, której był kiedyś częścią.

Prawda o tym świecie nigdy nie jest prosta.

Bo świadek koronny nie był zwykłym człowiekiem.

Był częścią problemu.

A później stał się narzędziem do jego rozwiązania.


Dzisiaj Pruszków jest normalnym miastem.

Ludzie pracują.

Budują swoje życie.

Rozwijają region.

Ale przez wiele lat nazwa tego miejsca oznaczała coś zupełnie innego.

Strach.

Mafie.

Egzekucje.

Wojnę o wpływy.

Historia Pruszkowa pokazuje jedną brutalną zasadę:

grupy przestępcze mogą zbudować potęgę.

Mogą kupić samochody.

Domy.

Kluby.

Wpływy.

Ale wcześniej czy później ich największym wrogiem stają się oni sami.

Bo tam, gdzie zaczynają się pieniądze…

kończą się zasady.