Godzinę po tym, jak Renata podarowała mi zegarek na rocznicę, zadzwoniła. „I jak?” – zapytała. „Twój brat wyjechał z nim” – odpowiedziałem. Po drugiej stronie zapadła cisza. Potem usłyszałem: „Co…

Godzinę po tym, jak Renata podarowała mi zegarek na rocznicę, zadzwoniła. „I jak?” – zapytała. „Twój brat wyjechał z nim” – odpowiedziałem. Po drugiej stronie zapadła cisza. Potem usłyszałem: „Co...

Godzinę po tym, jak Renata podarowała mi zegarek na rocznicę, zadzwoniła. „I jak? ” – zapytała. „Twój brat wyjechał z nim” – odpowiedziałem.

Thumbnail

Przez chwilę milczała. Potem wybuchła:

„Co ty zrobiłeś? ”

Dopiero wtedy powinienem był poczuć, że coś jest nie tak. Ale wtedy jeszcze myślałem, że to zwykła panika o drogi prezent.

Choć od dawna byliśmy sobie obcy. Z Renatą mieszkaliśmy w domu na obrzeżach Wrocławia. Dom należał do niej, dostała go od rodziców. Mówiła kiedyś, że to będzie nasz dom.

Przez kilka lat rzeczywiście tak myślałem. Później zaczęło mi się wydawać, że jestem tam gościem z wyjątkowo długim terminem pobytu. Jej matka, Bożena, zawsze wiedziała wszystko najlepiej. Kiedyś wróciłem z pracy i okazało się, że mój fotel zniknął z salonu.

„Gdzie jest fotel? ” – zapytałem. „W garażu. Tu źle wyglądał” – powiedziała Bożena, nawet nie odrywając wzroku od katalogu.

Spojrzałem na Renatę. Wzruszyła ramionami. „Mamo, przeszkadzał. Przecież możesz siedzieć na kanapie.

Fotel, w którym przez lata czytałem wieczorami, wylądował między kosiarką a starymi donicami. Jacek, młodszy brat Renaty, z kolei nigdy nie widział granicy między swoim a cudzym. Wchodził bez pukania, otwierał lodówkę, brał, co chciał. Kilka miesięcy wcześniej wziął mój samochód bez pytania.

Oddał wieczorem, prawie z pustym bakiem. „Rafał, przecież to mój brat. Nie rób problemu z każdej rzeczy” – westchnęła Renata. I właśnie z takich rzeczy składało się nasze życie.

Bez wielkiego dramatu. Setki małych sytuacji, po których człowiek mówił sobie: dobra, nieważne. A potem mijały lata. Nie odszedłem, bo człowiek przyzwyczaja się do własnego życia szybciej, niż chciałby przyznać.

Po pięćdziesiątce perspektywa wynajmu mieszkania, dzielenia książek, naczyń i rachunków brzmi inaczej niż wtedy, gdy ma się trzydzieści lat. Gdzieś we mnie siedziała też pamięć o dawnej Renacie, tej, która potrafiła zadzwonić w środku dnia tylko po to, żeby powiedzieć: „Kupiłam truskawki. Wracaj wcześniej”. Głupota.

Ale pamiętam ją do dziś. Za kilka dni mieliśmy rocznicę ślubu. Od Renaty niczego się nie spodziewałem. Ostatnie lata to były krótkie życzenia, czasem kawa na mieście, czasem nic.

Mimo to postanowiłem coś przygotować. Kupiłem perfumy, które kiedyś lubiła najbardziej. Zamówiłem bukiet i zarezerwowałem stolik w restauracji we Wrocławiu. Prezent schowałem na dnie szafy.

W dniu rocznicy wstałem wcześniej niż Renata. Szukając ładowarki, zauważyłem na komodzie pudełko, którego wcześniej tam nie było. Ciemne, eleganckie, ciężkie. Na wieczku widniała nazwa luksusowego salonu z zegarkami.

Pomyślałem, że może jednak Renata też pamiętała. Wiedziałem, że nie powinienem otwierać prezentu przed czasem. Ale po tylu latach, kiedy rocznica była u nas właściwie kolejnym dniem w kalendarzu, ciekawość wygrała. W środku leżał męski zegarek.

Ciężka stalowa bransoleta, ciemna tarcza, wszystko dopracowane tak, że bałem się dotknąć szkła. Markę kojarzyłem. Jacek tyle razy opowiadał o szwajcarskich modelach, że nawet ja nauczyłem się je rozpoznawać. Usłyszałem za sobą ruch.

Renata podniosła się na łóżku. „Rafał! ”

Odwróciłem się z pudełkiem w rękach. Jej twarz zmieniła się natychmiast.

To nie było zaskoczenie kobiety, której mąż za wcześnie znalazł niespodziankę. Wyglądała raczej tak, jakby zobaczyła coś, czego absolutnie nie powinno tam być. Ale ja widziałem tylko zegarek. „Renata, to dla mnie?

” – zapytałem. Zapadła krótka cisza. Potem uśmiechnęła się. „Tak, to dla ciebie.

Poczułem, jak ściska mnie w gardle. „Ale po co taki drogi? ”

„Mamy rocznicę. Przestań wszystko przeliczać.

Powiedziała to łagodnie, bez tego zniecierpliwienia, które słyszałem od niej prawie codziennie. Wzięła pudełko, wyjęła zegarek i podała mi go. „Przymierz teraz. ”

Założyłem go na lewy nadgarstek.

Był ciężki, chłodny. Bransoleta przesunęła się trochę za daleko. „Za luźny” – powiedziała. „Trzeba będzie skrócić.

Zawiozę go do salonu. ”

Kiwnąłem głową. Nic nie wydało mi się dziwne. Wręcz przeciwnie, pomyślałem, że zadbała o wszystko.

„Naprawdę nie wiem, co powiedzieć. ”

„Możesz powiedzieć: dziękuję. ”

„Dziękuję. ”

Uśmiechnęła się i podeszła bliżej.

Pocałowała mnie w policzek. Krótko, zwyczajnie. A jednak dla mnie to było więcej niż cały ten cholernie drogi prezent. „Poczekaj” – powiedziała nagle.

„Stań przy oknie. Zrobię ci zdjęcie. ”

„Renata, mam pięćdziesiąt lat. ”

„Przestań.

Pokaż rękę. ”

Stanąłem przy oknie, trochę skrępowany. Podniosłem nadgarstek. Renata zrobiła dwa zdjęcia.

Patrzyłem na nią i sam nie wierzyłem, co się ze mną dzieje. Przez te kilka minut naprawdę poczułem się ważny. Nie jak człowiek, który ma nie przeszkadzać, tylko jak mąż, o którym żona pomyślała wcześniej. Przypomniałem sobie o perfumach schowanych w szafie.

Jej zegarek kosztował pewnie kilka razy więcej. Ale myślałem, że wieczorem nie będziemy rozmawiać o cenach. Dam jej perfumy przy kolacji. Może zamówimy wino.

Może pierwszy raz od dawna usiądziemy naprzeciwko siebie bez Bożeny, bez Jacka, bez telefonów. Renata zaczęła się szykować do pracy. Ja jeszcze przez kilka minut stałem przed lustrem i patrzyłem na zegarek. Myślałem tylko o jednym: może jeszcze nie wszystko między nami umarło.

Jacek wpadł przed południem, jak zwykle bez zapowiedzi. Usłyszałem trzask drzwi, potem jego głos z korytarza. „Jest ktoś w domu? ”

Nie zdążyłem odpowiedzieć, bo już był w kuchni.

Otworzył lodówkę. „Macie coś do jedzenia? ”

„Dzień dobry też możesz powiedzieć. ”

„Dzień dobry, Rafał.

Macie coś do jedzenia? ”

Wyciągnął ser, wędlinę i zaczął robić sobie kanapkę. Wtedy spojrzał na moją rękę. Zatrzymał się.

„Co? ”

„Nic. Pokaż. ”

„Co mam pokazać?

„Zegarek. ”

Uśmiechnąłem się. „Renata dała mi na rocznicę. ”

Jacek podniósł brwi.

„Renata? ”

Przez sekundę miał dziwną minę. Jakby chciał coś powiedzieć, ale w ostatniej chwili zmienił zdanie. „No proszę.

Siostra zaszalała. ”

Podszedł bliżej i złapał mnie za nadgarstek. „Dobry model. ”

„Znasz się.

„Ile dała? ”

„Nie pytałem. ”

„I dobrze. Jeszcze byś zemdlał.

Roześmiał się, ale coś w jego zachowaniu było inne niż zwykle. Za długo oglądał tarczę. Potem spojrzał na mnie, jakby się nad czymś zastanawiał. „Daj, zobaczę, jak leży.

Zdjąłem zegarek i podałem mu. Założył go na rękę i od razu zaczął obracać nadgarstek. „U mnie lepiej siedzi. Masz grubszą rękę.

„Nie rozpędzaj się. ”

„Spokojnie, nie ukradnę ci prezentu ślubnego. ”

Dopił kawę, zerknął na telefon i poderwał się. „Cholera, muszę lecieć.

„Gdzie? ”

„Mam jedną rzecz do załatwienia. ”

Dopiero kiedy był przy drzwiach, zauważyłem, że zegarek nadal ma na ręce. „Jacek.

Zegarek. ”

Spojrzał na nadgarstek, jakby dopiero teraz sobie przypomniał. „A dobra. Oddam za chwilę.

„Zdejmij teraz. ”

„Rafał, jadę dosłownie na godzinę. Chcę zobaczyć, jak się nosi. Nie panikuj, nic mu nie będzie.

I zamknął drzwi. Stałem w korytarzu. Po tylu latach z Jackiem człowiek przyzwyczajał się, że on najpierw bierze, potem pyta. Pomyślałem tylko, że Renata nie będzie zachwycona.

Nie wiedziałem, jak bardzo. Telefon zadzwonił kwadrans później. „Rafał, wszystko dobrze? ”

„Tak.

A co? ”

„Nic. Pytam. ”

Rozmawialiśmy o byle czym.

O której wróci, czy pamiętam o kolacji, czy odebrałem bukiet. I wtedy zapytała:

„Masz zegarek? ”

„Nie. Jacek przyjechał, chciał przymierzyć i pojechał w nim coś załatwić.

Po drugiej stronie zapadła cisza. „Jak to nie masz? ”

„No co? Jacek przyjechał.

Zaraz odda. ”

Jej głos zmienił się natychmiast. „Co? Jak mogłeś mu dać?

Aż odsunąłem telefon od ucha. „Renata, to tylko Jacek. ”

„Ale jak mogłeś mu go dać? Przecież trzeba skrócić bransoletę.

Miałam go zawieźć do salonu. ”

To miało sens. Tylko jej reakcja nie pasowała do tego wyjaśnienia. „To zadzwonię do niego, niech przywiezie.

„Nie, ja zadzwonię. ”

Powiedziała to za szybko. „Dobrze. Muszę kończyć.

Rozłączyła się. Wieczorem wróciła później niż zapowiadała. Zegarka nie miała ze sobą. „Jacek oddał?

” – zapytałem. „Tak. ”

„To gdzie jest? ”

„Zajmę się tym jutro.

Zdjęła płaszcz i poszła do kuchni. „Mamy stolik w restauracji” – przypomniałem. „Rafał, nie mam dziś siły. ”

„Ale rocznica.

„Wiem. Przełóżmy to. Naprawdę jestem zmęczona. ”

Nie chciałem zaczynać kłótni.

Bukiet stał w wazonie. Perfumy nadal leżały na dnie szafy. Nie wyjąłem ich. Siedziałem później sam przy stole i myślałem nie o odwołanej kolacji.

Myślałem o jej głosie, kiedy powiedziałem, że Jacek zabrał zegarek. O tym jednym krótkim „co”. I po raz pierwszy przyszło mi do głowy, że może jest w tym coś, o czym nie wiem. Następnego ranka Renata zachowywała się tak, jakby nic się nie wydarzyło.

Stała przy blacie, mieszała kawę. „A zegarek? ” – zapytałem. „Zawiozę go dzisiaj do salonu.

Trzeba skrócić bransoletę. ”

„Jacek ci oddał? ”

„Oddał. ”

Powiedziała to tak spokojnie, że prawie poczułem się głupio z tym wczorajszym niepokojem.

Po południu dostałem wiadomość: „Zegarek już w salonie. ” Odpisałem „dobrze” i powinienem był zamknąć temat. Ale coś we mnie już nie chciało się zamknąć. Wieczorem wróciłem do domu wcześniej niż Renata.

Zobaczyłem jej telefon na komodzie. Nigdy nie grzebałem jej w telefonie. Zresztą nie musiałem. Ekran sam się podświetlił.

Wiadomość od kogoś zapisanego jako Paweł: „Nie martw się, poczekam. ”

Patrzyłem na ekran może dwie sekundy, zanim zgasł. Nie kojarzyłem żadnego Pawła. Mogło znaczyć wszystko.

Ktoś czekał na dokumenty, na odpowiedź, na spotkanie. Wtedy wyszła z łazienki, zobaczyła mnie przy komodzie i od razu spojrzała na telefon. Wzięła go do ręki. „Dawno wróciłeś?

„Przed chwilą. ”

Odblokowała ekran i szybko coś przeczytała. Nie zapytałem, kim jest Paweł. Ale później zacząłem widzieć rzeczy, których wcześniej nie chciałem widzieć.

Renata siedziała na kanapie i uśmiechała się do telefonu. Kiedy wszedłem, wygasiła ekran. Kiedy zadzwonił telefon, wyszła do korytarza. Słyszałem tylko: „Nie teraz.

„Kto dzwonił? ”

„Z pracy. ”

Normalna odpowiedź. Tylko po co wyszła z pokoju?

Zadzwoniłem do Jacka. „Czemu Renata tak zareagowała przez ten zegarek? ”

Po drugiej stronie zrobiło się cicho. „Jak zareagowała?

„Nie udawaj. Wpadła w panikę. ”

„To zapytaj Renatę. ”

„Pytam ciebie.

„A ja ci mówię, że nie wiem. ”

I właśnie ta cisza powiedziała mi więcej niż jego odpowiedź. „Jacek, co ty wiesz? ”

„Rafał, serio.

Nie szukaj problemu tam, gdzie go nie ma. ”

Rozłączył się. Minęły dwa dni. Zegarka nadal nie było.

Kiedy zapytałem, kiedy będzie gotowy, Renata westchnęła. „Jak będzie gotowy, to ci powiem. ”

„Pytam tylko. ”

„A ja ci odpowiadam.

Ton miała taki, jakbym od pół godziny wiercił jej dziurę w brzuchu. A przecież zapytałem raz. Tego samego dnia wróciła później. Napisała tylko: „Mam jeszcze trochę pracy.

” Wróciła wieczorem, uśmiechając się do ekranu. Kiedy wszedłem, drgnęła. „Długo pracowałaś. ”

„Mówiłam ci.

Po chwili telefon znów się podświetlił. Nie próbowałem zaglądać. Ale imię zobaczyłem. Paweł.

Renata złapała telefon tak szybko, jakby leżał na nim gorący węgiel. Tamtej nocy długo nie mogłem zasnąć. Leżałem obok niej i patrzyłem w ciemność. W głowie wracało jedno imię.

Próbowałem się uspokajać: jedna wiadomość, kilka późnych powrotów, telefon obracany ekranem do dołu. To wszystko mogło mieć normalne wyjaśnienie. Tylko Jacek. Jego zachowanie nie pasowało.

Następnego dnia pojechałem do niego. „Renata kogoś ma? ” – zapytałem bez wstępów. Jacek znieruchomiał.

„Co ty gadasz? ”

„Powiedz mi tylko tak czy nie. ”

Patrzył na mnie długo. Potem odwrócił wzrok.

„Nie chcę się w to mieszać. ”

„Już się wmieszałeś. ”

Milczał. „Czyli mam rację.

„Nie powiedziałem tego. ”

„Nie musisz. ”

Jacek przeszedł kilka kroków po pokoju. Zatrzymał się przy oknie.

„Jutro około siedemnastej trzydzieści pojedź na Partynice. ”

„Po co? ”

„Sam zobaczysz. ”

„Jacek.

Czy ja mam rację? ”

Spojrzał na mnie w końcu. Wyglądał inaczej niż zwykle. Bez tej swojej pewności, bez żartów.

„Nie chcę ci tego mówić za nią. ”

Wyszedłem. W samochodzie siedziałem kilka minut z rękami na kierownicy. Do tej pory miałem tylko podejrzenia.

Teraz naprawdę bałem się tego, co zobaczę. Następnego dnia po pracy nie wróciłem do domu. Pojechałem na Partynice wcześniej. Zatrzymałem się na bocznym parkingu, między innymi samochodami.

Widziałem wjazd i wejście do restauracji, ale sam nie rzucałem się w oczy. Kilka minut po szóstej przyjechał mężczyzna. Ciemny samochód, nic szczególnego. Wysiadł, rozejrzał się, ale nie wszedł do środka.

Mógł mieć trochę ponad pięćdziesiąt lat. Dobrze ubrany, spokojny. Spojrzał na telefon, potem znowu na parking. Czekał.

Potem zobaczyłem samochód Renaty. Serce uderzyło mi tak mocno, że poczułem to w gardle. Wjechała na parking, zatrzymała się blisko restauracji. Przez moment siedziała w aucie.

Potem wysiadła. Mężczyzna od razu ruszył w jej stronę. Ona poszła prosto do niego. Chyba jeszcze wtedy miałem w sobie idiotyczną nadzieję, że podadzą sobie ręce, że zobaczę zwykłe służbowe spotkanie.

Nic takiego się nie wydarzyło. Renata zatrzymała się przed nim bardzo blisko. Powiedział coś, nie słyszałem. Ona uśmiechnęła się.

Nie tym uśmiechem, którym wita się klienta. Znałem ten uśmiech. Kiedyś uśmiechała się tak do mnie. Mężczyzna dotknął jej ramienia.

Szli powoli w stronę restauracji, ale po kilku krokach skręcili wzdłuż chodnika. On położył dłoń na jej plecach, na wysokości talii. Swobodnie, jak ktoś, kto robił to już wcześniej. Renata wsunęła rękę pod jego ramię.

Siedziałem nieruchomo. Mogłem wysiąść. Mogłem podejść. Nie zrobiłem nic.

Zatrzymali się przy ścieżce. Rozmawiali bardzo blisko siebie. On nachylił się do niej. Nie pocałowali się.

Właściwie nie musieli. To, co widziałem, wystarczyło. Wtedy przypomniało mi się tamto zdanie z telefonu: „Nie martw się, poczekam. ” Czekał na nią dosłownie.

Uruchomiłem silnik i wyjechałem z parkingu powoli, żeby nie zwrócić na siebie uwagi. W lusterku widziałem jeszcze przez moment Renatę stojącą obok tamtego mężczyzny. Potem zniknęli. W domu było cicho.

Wszedłem, rzuciłem klucze na komodę i przez chwilę stałem w przedpokoju. Jeszcze rano ten dom był dla mnie czymś stałym. Może nie ciepłym, ale stałym. Teraz wszystko wyglądało tak samo, a ja miałem wrażenie, że wróciłem do obcego miejsca.

Usiadłem w salonie i czekałem. Renata przyjechała późno. Weszła do salonu i zatrzymała się. „Nie śpisz?

„Nie. ”

Zdjęła płaszcz. „Coś się stało? ”

„Byłem dzisiaj na Partynicach.

Znieruchomiała. To trwało sekundę. Potem spróbowała wrócić do normalnego tonu. „Na Partynicach?

Po co? ”

„Wiesz po co. ”

„Rafał, naprawdę nie wiem, o czym mówisz. ”

„Widziałem cię z nim.

Jej twarz zrobiła się blada. „Z kim? ”

„Naprawdę chcesz teraz w to iść? ”

Odwróciła wzrok.

„Znajomy. ”

„Jaki znajomy? ”

„Znamy się od jakiegoś czasu. ”

„Widziałem.

Znajomy nie dotyka się w ten sposób. ”

Zacisnęła usta. „Nie rób teraz sceny. ”

Sam byłem zaskoczony, że nie podnoszę głosu.

Przez całe życie bałem się takich rozmów. A teraz czułem tylko chłód. „Powiedz mi, kim on jest. ”

„Mówiłam: znajomy.

„Od kiedy? ”

„Rafał, przesadzasz. ”

„Od kiedy? ”

Westchnęła.

„Nie będę z tobą rozmawiać, jeśli będziesz mnie przesłuchiwał. ”

„Chcę wiedzieć, czy moja żona ma kogoś. ”

Renata zamknęła oczy. „Paweł nie ma z tym nic wspólnego.

Zamarłem. „Paweł. ”

Otworzyła oczy. Zrozumiała, co powiedziała.

„Czyli to Paweł. Ten sam, który do ciebie pisze. ”

„Czytałeś moje wiadomości? ”

„Nie musiałem.

Telefon leżał na komodzie. »Nie martw się, poczekam. «”

„To jest chore. ”

„Nie zmieniaj tematu.

„Ty mnie śledzisz. ”

„Skąd wiedziałem, gdzie będziesz? Nie śledziłem cię. ”

Nie odpowiedziała.

„Od jak dawna? ”

Usiadła w końcu na krześle. Nagle wyglądała na zmęczoną. „Kilka miesięcy.

Poczułem, jak coś we mnie opada. Nie pęka. Po prostu opada. Jakby przez te kilka słów zniknęło całe napięcie, które nosiłem od paru dni.

„Spotykacie się? ”

„Tak. ”

„Jesteście razem? ”

„Nie wiem.

Zaśmiałem się cicho. „Nie wiesz? ”

„To nie jest takie proste. ”

„Dla mnie zaczyna być.

Spojrzała w dół. Wtedy coś wróciło. Nie Partynice. Nie Paweł.

Zegarek. „A zegarek? ” – zapytałem. Renata zesztywniała.

„Co zegarek? ”

„Ten, który podobno dostałem na rocznicę. ”

„Przecież mówiłam ci. Był za luźny.

„Nie pytam o bransoletę. Pytam, dlaczego wpadłaś w panikę, kiedy Jacek go zabrał. ”

„Nie wpadłam w żadną panikę. ”

„Byłaś przerażona.

Nie zła na Jacka. Przerażona tym, że zegarek jest u niego. ”

„Wymyślasz. ”

„Nie wymyślam.

I jeszcze jedno. Od tamtego dnia pytam o ten zegarek, a ty za każdym razem chcesz, żebym o nim zapomniał. ”

„Bo mnie męczysz. ”

„Własnym prezentem?

Nie odpowiedziała. Patrzyłem na nią i nagle wiedziałem. „Nie był dla mnie, prawda? ”

Renata spuściła oczy.

„Rafał, proszę. ”

„Był dla Pawła? ”

Podniosła wzrok. Przez kilka sekund patrzyła mi prosto w oczy.

„Tak. ”

Nie wiem, czego się spodziewałem. Może, że zaboli bardziej. Może, że się wścieknę.

A ja tylko stałem i patrzyłem na nią. „Czyli kupiłaś mu zegarek. ”

„Tak. ”

„Przyniosłaś do domu.

Chciałaś go schować. A ja go znalazłem. ”

„Tak. ”

„Zapytałem, czy jest dla mnie.

A ty powiedziałaś: tak. ”

„Spanikowałam. ”

„Mogłaś powiedzieć prawdę. ”

„Nie mogłam.

Przypomniałem sobie wszystko z tamtego poranka. Jak podała mi pudełko. Jak kazała przymierzyć. Jak poprawiała bransoletę.

Jak zrobiła mi zdjęcie. Jak pocałowała mnie w policzek. Wszystko po to, żeby wyglądało normalnie. „Jacek wiedział” – powiedziałem.

Renata skinęła głową. „Dlatego zabrał zegarek. Specjalnie. ”

„Tak.

„Chciał cię powstrzymać. ”

„Tak. ”

„I dlatego wtedy tak się wydarłaś przez telefon. Bo popsuł ci plan.

Nie odpowiedziała. „Gdzie jest teraz ten zegarek? ”

„Mam go. ”

„Oddaj go.

Sprzedaj. Daj Pawłowi. Nic mnie to już nie obchodzi. ”

Patrzyła na mnie, jakby pierwszy raz tego wieczoru zaczynała rozumieć, że nie zamierzam walczyć.

Ani o zegarek. Ani o nią. „Co teraz? ” – zapytała cicho.

„Jutro zacznę szukać mieszkania. ”

„Chcesz się wyprowadzić? ”

„Tak. ”

„Rafał, nie podejmuj takich decyzji teraz.

„Właśnie teraz pierwszy raz od dawna podejmuję jakąś decyzję sam. ”

„Możemy porozmawiać za kilka dni. ”

„Rozmawiamy teraz. ”

„Możemy coś z tym zrobić?

„Z czym? ”

Zamilkła. „Ja też miałem dla ciebie prezent” – powiedziałem. „Perfumy, które kiedyś lubiłaś.

Zarezerwowałem stolik. Chciałem ci je dać przy kolacji. ”

Jej twarz na chwilę zmiękła. Ale nie chodziło mi o to, żeby poczuła wyrzuty sumienia.

„Chciałem po prostu spędzić z tobą wieczór. Myślałem, że może jeszcze potrafimy. ”

A ty w tym samym czasie kombinowałaś, jak zabrać ode mnie prezent dla niego. Wstałem.

Poszedłem na górę. Otworzyłem szafę. Na samym dnie pod swetrami leżało pudełko z perfumami. Wyjąłem je i włożyłem do torby.

Nie na złość. Po prostu nie było już dla kogo. Kiedy zszedłem na dół, Renata nadal siedziała przy stole. Nie powiedziałem nic więcej.

Tamtego wieczoru zrozumiałem jedno: nie straciłem zegarka. On nigdy nie był mój. Straciłem tylko złudzenie, że tamtego poranka ktoś naprawdę wybrał mnie. I pierwszy raz od wielu lat nie zamierzałem czekać, aż zrobi to ktoś inny.

Tym razem sam wybrałem siebie.